Jak zwykle Activision dołożyło wszelkich starań, aby zapewnić brak recenzji gry przed jej premierą. Z pewnością nie było to spowodowane obawami o złe przyjęcie przez krytykę, ale ogrom tej produkcji i tak nie dałby się ogarnąć, nawet jeśli recenzenci mieliby okazję pograć tydzień wcześniej. 

 

W przeciwieństwie do zeszłorocznej gry Modern Warfare, nowe Cold War nie jest prostym restartem serii Black Ops, ale fabularnie rozwija dzieje znanych już postaci. Jednak złośliwi, jak zwykle podkreślają, że wątek singlowy jest jedynie dodatkiem do trybu wieloosobowego, stanowiącego sedno zabawy. I w sumie trudno się nie zgodzić z tym twierdzeniem :)

Podczas recenzowania trybu wieloosobowego Call Of Duty zawsze trudno jest sprecyzować ostateczną ocenę, gdyż jego odbiór zależy ostatecznie od tego, jak będzie ewoluował w kolejnych tygodniach i miesiącach. Zwłaszcza, teraz kiedy pojawia się masa aktualizacji oraz nastąpiła integracja z darmowym Warzone. Nic więc dziwnego, że kampania zawsze skupia uwagę recenzentów. Jest to finalna, kompletna całość, którą można spokojnie poddać ocenie.

 

Temat zimnej wojny jest zawsze wdzięcznym tematem dla scenariuszy filmów i oczywiście gier. Mamy tu agentów, złą i dobrą stronę konfliktu. Są Rosjanie w klasycznym ujęciu, jako źródło wszelkiego nieszczęścia dotykającego ówczesny świat oraz nieskazitelnych wojowników o pokój na świecie, czyli agentów zachodnich wywiadów.

 Jak przystało na serię Call of Duty, zabawa jest doskonale skrojona. Na tyle, że gracz daje się złapać na prosty trick, którym zamaskowano, że rozgrywka jest do bólu liniowa i scenariusz prowadzi nas za rączkę, dokładnie tak jak chcieli jego autorzy. W fabułę uwikłanych jest sporo postaci, a akcja przeskakuje pomiędzy wydarzeniami z nimi związanymi. Po drugie pojawiają się misje dodatkowe, których wykonanie nie jest obowiązkowe i nie mają wpływu na główny watek. Jednak gracz ma przez to wrażenie, że to on decyduje i że bardzo dużo się dzieje. A po trzecie, na złudzenie mają wpływ opcje dialogowe (troszkę jak w grach RPG), dzięki którym można doprowadzić do dostępnych czasami różnych zakończeń. Oczywiście bez przesady - jeśli są, to najwyżej dwa.

Iluzja wyboru jest doskonała, dlatego gracz nie dostrzega manipulacji. Akcja toczy się bardzo szybko, nie brakuje dynamicznych pościgów i strzelanin, przeplatanych wolniejszymi momentami, wymagającymi skradania się i działania z ukrycia. Pokuszono się nawet o opcję ukrywania ciał, co w sumie nie jest typowe dla strzelanek. 

To, co jak zwykle boli, to bezkrytyczne usprawiedliwianie akcji USA, jako stróża porządku i pokoju na świecie. Co prawda pojawia się sporo wątków, w których możemy mieć wątpliwość czy rzeczywiście stoimy po dobrej (tej lepszej przynajmniej) stronie, ale są spłycone i błyskawicznie urywane, a więc nie ma czasu na refleksję. Najlepszym dowodem jest tu zakończenie gry. 

Tryb Zombies. W sumie, jeśli kiedykolwiek w niego graliście, to nie mam wam nic nowego do opowiedzenia. Zombie od lat pilnie potrzebuje gruntownej przebudowy, znacznie bardziej niż którykolwiek z pozostałych dwóch trybów i przykro to mówić, ale tak się nie stało. To wciąż ta sama konfiguracja, co zawsze, w której ty i trzej kumple staracie się jak najdłużej przetrwać przeciwko hordom zombie, stopniowo odblokowując więcej broni i części mapy.

 

Zombies pokazuje najwięcej dowodów na trudne narodziny gry. Tylko jedna mapa (zmieniona wersja oryginalnego Nacht Der Untoten z 2008 roku) i brakujące funkcje, które były obecne w poprzednich grach.

Jedyną istotną zmianą dla Zombie jest to, że po raz pierwszy można użyć wyposażenia ze standardowego trybu wieloosobowego, co oznacza, że od samego początku można mieć przyzwoitą broń. Postępy w obu trybach odblokowują teraz te same dodatki, postacie i inne przedmioty.

Biorąc pod uwagę stan Zombie, nie powinno być zaskoczeniem, że główny tryb dla wielu graczy jest również mało zmieniony w stosunku do poprzedniej edycji. 

Grać czy nie grać? Call of Duty jest na rynku od 17 lat. Nie wiem, czy to powód do dumy, ale mam na koncie wszystkie części, zaliczone na różnych platformach. Dla mnie wybór był oczywisty. Jeśli rozumujecie podobnie jak ja, to nie ma co się zastanawiać. Jeśli lubcie dynamiczne strzelaniny, również. Natomiast, jeśli od gier oczekujecie czegoś więcej niż prostej rozrywki, to nie ten adres.