To naprawdę smutny moment dla środowiska filmowego i całej społeczności skupionej wokół Gwiezdnych Wojen, bo musieliśmy pożegnać odtwórcę legendarnej roli Dartha Vadera w oryginalnej trylogii.

Nie da się ukryć, że to właśnie kreacja Anakina Skywalkera po ciemnej stronie Mocy była jego rolą życia, chociaż zarówno wcześniej, jak i później, pojawiał się jeszcze na ekranie. Debiut filmowy zaliczył rolą potwora Frankensteina w filmie Casino Royale z 1967 roku i z pewnością nie bez znaczenia był tu jego wzrost 2,01 m i atletyczna sylwetka.

Zresztą to właśnie ona, prezentowana w słynnej Mechanicznej pomarańczy, zwróciła uwagę George’a Lucasa i kupiła mu szansę na udział w Gwiezdnych Wojnach. Co ciekawe, sam aktor przyznał kiedyś, że mógł wybrać między rolami Vadera i Chewbacki, ale zdecydował się na tego pierwszego, bo ludzie “zawsze pamiętają tych złych”.

W tym miejscu warto jednak zaznaczyć, że chociaż na ekranie oglądamy Davida Prowse’a, to słyszymy głos Jamesa Earla Jonesa, bo reżyser zdecydował się na taką podmianę ze względu na oryginalność tego drugiego, która dodawała postaci złowrogiego charakteru. Niemniej, bez niego Darth Vader nie byłby kompletny, szczególnie że jak podkreślają koledzy z planu, Prowse był przy tym wyjątkowym człowiekiem.

Jak pisze z tej okazji Mark Hamill:

To smutna wiadomość, że David Prowse nie żyje. Był dobrym człowiekiem i kimś więcej niż tylko Darth Vader. Aktor-mąż-ojcec- członek Orderu Imperium Brytyjskiego-3-krotny mistrz Wielkiej Brytanii w podnoszeniu ciężarów i ikona bezpieczeństwa organizacji Green Cross Code Man. Kochał swoich fanów tak bardzo jak oni kochali jego. Spoczywaj w pokoju.