Tak jak pisaliśmy przy okazji Xboxa Series X, nowa generacja to zawsze duże wydarzenie w życiu konsolowych graczy, którzy w odróżnieniu od fanów pecetów nie mogą po prostu iść do sklepu i kupić sobie nowej grafiki, RAMu i innych podzespołów, by cieszyć się lepiej wyglądającymi i działającymi grami. W tym wypadku skazani jesteśmy na producentów, którzy na szczęście rozumieją sytuację i najczęściej gdzieś w połowie generacji serwują nam nieco ulepszone wersje konsol, tak jak było to ostatnio z Xbox One X i PlayStation 4 Pro, ale… co nowa generacja, to nowa generacja, dlatego też zainteresowanie zakupem Xbox Series X i PlayStation 5 jest tak ogromne. 

Do tego stopnia, że obaj producenci mają problemy z zapewnieniem wystarczającej liczby konsol, magazyny sklepowe świecą pustkami, a duża część graczy musi obejść się smakiem. Sytuacja jest jednak znacznie gorsza w przypadku Sony, bo Xboxy miały chociaż stacjonarną premierę i po chwilowych brakach najczęściej wracają do oferty, a PS5 wyprzedało się w dużej mierze podczas przedsprzedaży o dotąd nie wróciło do sklepów. Czy oznacza to automatycznie, że to lepsza konsola? Niekoniecznie, szczególnie że żaden z producentów nie pochwalił się konkretnymi liczbami dotyczącymi sprzedaży (więc może być tak, że Microsoft wyprodukował po prostu więcej Xboxów), informując tylko o najlepszych premierach w historii marek, a co więcej pod względem technicznym obie konstrukcje są bardzo podobne. 

Pad do PlayStation 5Pad do PlayStation 5 Krzysztof Żołyński

I choć w tym wypadku Sony nie może się jak konkurent chwalić tytułem najpotężniejszej konsoli w historii, bo jednak trochę przegrywa rywalizację na teraflopsy, to w środku PS5 kryją się niemal identyczne podzespoły. I tak, japoński producent zdecydował się na 16 GB pamięci RAM GDDR6, szybki dysk SSD o pojemności 825 GB, 8-rdzeniowy układ Zen 2 o taktowaniu 3,5 i GPU Navi bazujące na nowej architekturze RDNA z 2304 procesorami strumieniowymi i 36 jednostkami obliczeniowymi, co przekłada się na 10.28 teraflopów mocy obliczeniowej. Jak więc widać, różnice sprowadzają się do pojemności dysku, taktowania CPU i jednostek obliczeniowych, co przekłada się na moc obliczeniową, ale jak wiadomo papier swoje, a rzeczywistość swoje. Jak więc jest naprawdę?

To się nie udało

Tym razem najpierw kwestie, które nie bardzo się Sony udały, dlatego że musimy zacząć od tego, co jako pierwsze rzuca się w oczy, a mianowicie designu konsoli. Bo chociaż to po prezentacji Xboxa Series X w sieci pojawiły się opinie i memy sugerujące, że konsola Microsoftu wygląda jak lodówka, to w rzeczywistości czarny ascetyczny projekt giganta z Redmond okazał się lepszy i to pod wieloma względami. Po pierwsze, PlayStation 5 jest ogromne… OGROMNE (390 x 104 x 260 mm, waga 4,5 kg) i po wypakowaniu go z kartonu od razu przypominają się czasy magnetowidów, a biorąc pod uwagę, że mamy coraz większe telewizory i coraz mniej miejsca na szafkach RTV, jest to nie lada problem. Co więcej, zdajemy sobie sprawę, że o gustach się nie dyskutuje, ale konsola Japończyków jest po prostu brzydka - może to kwestia tego białego koloru w połączeniu z niebieskim podświetleniem, a może materiałów, które nie sprawiają wrażenie najlepszej jakości, ale całość wygląda po prostu tanio i trudno wyobrazić sobie salon, do którego będzie pasowała. 

W naszym przypadku mocno się wyróżnia, a do tego nie mamy wystarczająco miejsca, by trzymać ją pionowo, a wtedy wygląda zdecydowanie lepiej. Warto jednak zaznaczyć, że zmiana orientacji konsoli nie jest taka prosta i wymaga przeniesienia w inne miejsce specjalnej podstawki, co jest efektem postawienia na niesymetryczny design - samo w sobie nie jest to problemem, bo Xbox One X też miał podobną, ale… Jeśli chcemy postawić konsolę, musimy w odpowiednim miejscu przykręcić podstawkę na jedną dołączoną do zestawu śrubę i całość jest stabilna, ale położenie konsoli wymaga przeniesienia tej podstawki w inne miejsce, gdzie niestety nie ma już możliwości przykręcenia i musimy polegać na metodzie “na wcisk”, która nie sprawdza się najlepiej, bo podczas przesuwania konsoli regularnie puszcza. 

PlayStation 5 testPlayStation 5 test Krzysztof Żołyński

A skoro przy minusach jesteśmy, to nie można też pominąć kwestii kompatybilności akcesoriów, a raczej jej braku. O ile w przypadku pada możemy to jeszcze zrozumieć ze względu na duże zmiany (częściową i tak mamy, bo pada od PS4 można używać do grania na PS5, tyle że nie w dedykowane tej generacji tytuły), tak już w przypadku słuchawek producent mógł pójść inną drogą. Oczywiście tu Sony również tłumaczy się zmianami technologicznymi, które faktycznie zaszły, bo nowe słuchawki grają świetnie i trudno zarzucić im jakieś większe potknięcia, ale to naprawdę duży wydatek i można było zapewnić kompatybilność poprzednich, które również do tanich nie należały.

Na wstępie zarysowaliśmy również problem z dostępnością i należy tu wyjaśnić, że w przypadku Sony wszystko zaczęło się już od przedsprzedaży. Producent nie podał bowiem oficjalnej godziny startu preorderów, więc w pierwszej kolejności na sprzęt załapały się boty, dzięki którym w rękach niektórych sklepów i osób prywatnych znajdują się duże ilości urządzeń, sprzedawane w niebotycznych cenach na portalach aukcyjnych. Co prawda w naszym kraju nie było tak źle i konsolę spokojnie można było sobie zamówić, nawet przez kilka pierwszych dni, ale nie wszędzie było tak dobrze, a do tego Sony “podzieliło” świat i zdecydowało się na dwa terminy debiutu. Niezależnie jednak od tego, gdzie mieszkamy, scenariusz był później taki sam - konsole wyprzedały się całkowicie w przedsprzedaży, Japończycy nie zdecydowali się na premierę w sklepach stacjonarnych, a problemy z dostępnością powodują, że większość chętnych może zapomnieć o konsoli na tegoroczne Boże Narodzenie.

Na koniec jeszcze kilka zdań o tym, co w środku - dysk o pojemności 825 GB, z którego dla użytkownika zostaje 664 GB, to przy nowej generacji pojemność po prostu śmieszna. W praktyce oznacza bowiem możliwość trzymania na nim dosłownie 3-4 gier (w optymistycznym wariancie, np. bez Call of Duty: Modern Warfare, które jakiś czas temu przekroczyło 250 GB). Co gorsze, na ten moment nie można się nawet ratować dyskiem zewnętrznym, bo można na nim przechowywać tylko gry z PS4 ani kupić dodatkowego dysku SSD, bo konsola takiej opcji nie obsługuje. Co prawda Sony zapowiedziało, że w przyszłości się to zmieni, a Western Digital zapowiedziało już nawet teoretycznie kompatybilny dysk, ale na ten moment możemy go schować do szuflady. Nie wspominając już o tym, że przy 1 TB to wydatek rzędu 1000 PLN! A skoro już przy dysku jesteśmy, to nie sposób nie wspomnieć o tym, że konsole coraz bardziej przypominają pecety, chociaż to już przytyk do obu next-genów. Kiedyś wygrywały tym, że kupowaliśmy grę, wkładaliśmy do napędu i graliśmy, a teraz po włożeniu płyty czeka nas pobieranie ogromnych ilości danych, a później instalowanie, więc samo granie trzeba odłożyć w czasie o kilka dobrych godzin. 

To się udało

Żeby jednak nie było, że tylko narzekamy, są też kwestie, które się Sony udały i producentowi należą się za nie pochwały. Po pierwsze, chociaż na papierze PlayStation 5 przegrywa z Xbox Series X, to w praktyce różnice na ekranie nie są zauważalne, a w niektórych produkcjach radzi sobie nawet lepiej. Co więcej, dysk SSD jest tu równie szybki, więc podobnie jak u konkurenta mamy błyskawiczne uruchamianie i loadingi, a mamy też wsparcie dla tych samych technologii, jak choćby śledzenie promieni w czasie rzeczywistym, które zapewnia realistyczne oświetlenie, cienie i odbicia oraz inne bajery, więc w kontekście wyglądu gier jest bajecznie. Ba, Sony ma też coś, czego Microsoftowi zabrakło, a mianowicie… gry na wyłączność. I choć nie jest ich zbyt wiele, bo w gruncie rzeczy mówimy o dodatku do Spider-Mana, czyli Spider-Man: Miles Morales oraz remake’u Demon’s Souls, ale zawsze. Mieliśmy okazję spróbować obu i wrażenia są wręcz kosmiczne - gry wyglądają przepięknie, chodzą bardzo płynnie i dają nadzieję, że w przyszłości dostaniemy prawdziwe cudeńka… w przyszłości, bo co do jednego Sony i Microsoft się zgadzają, prawdziwie next-genowy tytuły dostaniemy za jakieś 2 lata. 

PlayStation 5 testPlayStation 5 test Krzysztof Żołyński

Nie można jednak nie zauważyć, że gramy z użyciem zupełnie nowego kontrolera DualSense, który jest lepszy od swojego poprzednika w każdym względzie. Ba, niektórzy twierdzą, że tym razem może wygrać nawet z padem do Xboxa, który dotąd uchodził za najlepszy. Microsoft nie zdecydował się tu praktycznie na żadne zmiany (dołożył jeden przycisk funkcyjny pośrodku), co ma oczywiście swoje plusy, bo tak jak wspomnieliśmy kontroler zachował dzięki temu pełną kompatybilność między generacjami, ale przez to wygląda dość biednie w starciu z PlayStation 5 na tym polu. DualSense to zupełnie nowa generacja pada, która doczekała się nie tylko zmian na zewnątrz, choć te są najbardziej widoczne. Pad jest większy, lepiej leży w dłoni i zdaje się, że w końcu wykonano go z materiałów odpowiedniej jakości, by przetrwał gamingowe maratony - co prawda można mieć wątpliwości co do tej bieli, ale przy takim kolorze konsoli nie mogło być inaczej. 

Najważniejsze czeka jednak w środku, a mowa o dwóch nowych rozwiązaniach, tj. realistycznych efektach dotykowych i adaptacyjnych triggerach. W pierwszym przypadku mówimy o podwójnych aktuatorach, które zastępują tradycyjne silniki wibracyjne i dynamicznie symulują wrażenia dotykowe różnych rzeczy, np. odrzut rozmaitych broni. Dzięki tym drugim podczas wciskania spustów odczuwamy różne napięcie w zależności od tego co robimy - napinamy łuk, ciągniemy linę czy hamujemy w grze wyścigowej. Co istotne, nie brzmi to tylko świetnie marketingowo w opisach producenta, ale i faktycznie działa. Można to od razu zauważyć w wielu grach, nam rzuciło się w oczy choćby w NBA 2K21, gdzie czujemy opór rzutu inaczej w zależności od sytuacji na boisku - świetna sprawa!

PlayStation 5 test konsoliPlayStation 5 test konsoli Krzysztof Żołyński

Podsumowując, podobnie jak to było w przypadku Xboxa Series X, trudno jednoznacznie ocenić nową konsolę Sony, bo PlayStation 5 ma zarówno wady, jak i zalety. Co jednak najważniejsze, na faktyczną recenzję przyjdzie czas dopiero w momencie, kiedy dostaniemy gry nowej generacji zaprojektowane specjalnie pod to urządzenie i tak jak wspomnieliśmy, będzie to pewnie gdzieś za 2 lata. Na ten moment docenić należy cichą pracę, szybki dysk SSD czy fenomenalne zmiany w padzie DualSense (szkoda tylko, że nie należy do nich również czas pracy na baterii, który wciąż jest kiepski), ale nie można też przemilczeć wpadek, jak mocno kontrowersyjny design, dramatycznie mały dysk SSD bez możliwości rozbudowy (na ten moment) czy koszmarne problemy z dostępnością. Mówiąc krótko, chociaż nowe konsole już mamy, to na nową generację gamingu jeszcze sobie poczekamy.