Sprawa ciągnie się już od 2016 roku, kiedy to haker, jeszcze jako nastolatek, i jego współpracownik wykradli dane pracownika Nintendo, żeby pozyskać z firmy informacje na temat mocno wyczekiwanej konsoli Nintendo Switch. Śledztwo FBI zidentyfikowało Hernandeza w 2017 roku, a agenci szybko wytropili go w rezydencji jego rodziców, gdzie złożyli mu wizytę. Chłopak zarzekał się wtedy, że skończy z hakowaniem i zdaje sobie, jakie będą konsekwencje, jeśli złamie swoją obietnicę. Myślicie, że miał zamiar się zmienić? Oczywiście, że nie i co najmniej od czerwca 2018 roku do czerwca 2019 roku nieustannie hakował serwery Nintendo, wykradając coraz więcej danych na temat popularnych gier wideo, konsol do gier i narzędzi deweloperskich. 

Ba, swoimi osiągnięciami chwalił się na Twitterze i Discord, a miał nawet swój własny chat o nazwie Ryan’s Underground Hangout, gdzie dzielił się skradzionymi informacjami i podatnościami w sieciach Big N. Do czasu… bo w czerwcu 2019 roku agenci FBI ponownie złożyli mu wizytę, tym razem znacznie mniej przyjemną, podczas której zabezpieczyli tysiące poufnych plików Nintendo oraz folder o wiele mówiącej nazwie Bad Stuff, gdzie znajdowało się ponad tysiąc filmów i zdjęć z dziecięcą pornografią. W związku z tym Ryan Hernandez został uznany winny obu przestępstw, tj. kradzieży danych Nintendo oraz posiadania dziecięcej pornografii, za co został skazany na 3 lata pozbawienia wolności, po których czeka go jeszcze wpis do rejestru przestępców seksualnych i 7 lat nadzorowanego zwolnienia, a do tego musi zapłacić Nintendo blisko 260 tysięcy dolarów odszkodowania.