A ten rok był naprawdę wyjątkowy, chociaż z pewnością nie takiej wyjątkowości wszyscy oczekiwaliśmy, bo pandemia koronawirusa dosłownie postawiła nasze życie na głowie. Musieliśmy przeorganizować niemal wszystkie nasze codzienne aktywności, dostosowując się do nowej rzeczywistości, co oznaczało również zwiększenie czasu, jaki spędzamy w domu. I choć większość branż mocno z tego powodu ucierpiała, to były również takie notujące rekordy i narzekające jedynie na braki w magazynach. Mowa choćby o producentach sprzętu komputerowego, którego potrzebowaliśmy do pracy i nauki zdalnej, a także rozrywki. W tym grania, a gracze swoją drogą mieli dodatkowy powód do radości, bo na rynek trafiły konsole nowej generacji. Mówiąc krótko, gaming ma się bardzo dobrze i mogliśmy się w tym roku cieszyć wieloma wyjątkowymi produkcjami - jakimi? Oto te zasługujące naszym zdaniem na uwagę:

The Last of Us: Part II

 

Zestawienie zaczynamy od mocnego uderzenia i zdaniem wielu graczy najlepszej gry tego roku, która zostawia konkurencję daleko w tyle. I choć gra ma swoje problemy, bo wypomina się jej choćby trzymanie się tych samych mechanik, pomimo że od premiery poprzedniej odsłony minęło już 7 lat, to pod wieloma względami jest po prostu majstersztykiem. W okolicach debiutu nie brakowało również kontrowersji związanych z głównym wątkiem fabularnym i pewnym niespodziewanym wydarzeniem (nie będziemy tu spoilować, bo może ktoś jeszcze nie grał i nie słyszał), obsadą jednej z głównych ról czy wreszcie wzburzeniem części środowiska wywołanych obecnością w grze wątków LGBT, ale to wszystko tylko skupiło na The Last of Us: Part II jeszcze więcej uwagi. Jeśli jeszcze nie próbowaliście tej produkcji, to najwyższy czas nadrobić zaległości, bo Naughty Dog ponownie udowodniło, że zna się na robieniu gier jak mało kto. Poza tym, 7 statuetek The Game Awards, w tym dla najlepszej gry roku, o czymś świadczy, prawda? Zatem pady w dłoń, bo kontynuacja przygód Joela i Ellie to pozycja obowiązkowa!

Final Fantasy VII Remake

 

Pierwszy remake w naszym zestawieniu i już możemy zdradzić, że nie jedyny. Nie będziemy ukrywać, że Final Fantasy VII Remake znalazło się na tej liście w dużej mierze ze względu na nasz sentyment do oryginału. Mówimy bowiem o jednej z najbardziej kultowych gier w historii i fani od lat domagali się odświeżenia tego jRPG z 1997 roku. Ruszanie takich klasyków zawsze wiąże się jednak z dużym ryzykiem, ale na szczęście Square Enix zna się na rzeczy i Remake okazał się strzałem w dziesiątkę. Producent słusznie założył, że nie wystarczy jedynie odświeżenie oprawy graficznej i gra wymaga głębszych zmian także w mechanice. Tym samym otrzymaliśmy zupełnie odmieniony system walki, który jednak trzyma się ducha oryginału. W połączeniu z kapitalną historią, nowoczesną oprawą i świetnym udźwiękowieniem (co warto podkreślić, po raz pierwszy w FFVII otrzymujemy pełny dubbing) dostaliśmy po prostu możliwość powrotu do jednej z najlepszych gier jRPG w historii i to w formie, jaką zapamiętaliśmy z młodości. Jest tu jednak pewne “ale”, ponieważ producent zdecydował się podzielić grę na epizody i na razie otrzymaliśmy tylko pierwszą część, która obejmuje pierwszy akt pierwowzoru.    

Ghost of Tsushima

 

To chyba najpoważniejszy konkurent The Last of Us: Part II w wyścigu o uwagę fanów i branżowe nagrody, bo samurajska przygoda po prostu nie miała prawa się nie udać. Oczywiście w każdej beczce miodu znajdzie się przysłowiowa łyżka dziegciu, ale Ghost of Tsushima to produkcja wyjątkowa i to z wielu powodów. Magiczny klimat feudalnej Japonii, połączenie samuraja i ninja w postaci głównego bohatera, przenikająca duszę muzyka i przepiękna oprawa graficzna, od której trudno oderwać wzrok… była to z pewnością jedna z najbardziej wyczekiwanych premier tego roku. I w wielu elementach dowiozła, bo mamy dobrze skrojoną historię zemsty i patriotycznych uczuć, dzięki której postać głównego bohatera Jina od początku jest wiarygodna i chętnie towarzyszymy mu w jego podróży przez Japonię, a do tego fenomenalne samurajskie pojedynki, klimatyczny wiatr w roli przewodnika i genialny projekt niemal baśniowego świata pełnego kolorów i smaczków do odkrycia. Tyle że z drugiej strony, pod względem rozwiązań gameplayowych to produkcja sprzed dobrych kilku lat, pełnymi garściami czerpiąca z dokonań innych ważnych gier tej generacji. Czy to źle? Niby nie, ale pierwsze zapowiedzi rozbudziły apetyt na jeszcze więcej.

Assassin's Creed: Valhalla

 

Nie będziemy ukryć, że po pierwszych prezentacjach Assassin's Creed: Valhalla myśleliśmy, że Ubisoft chce nam po raz kolejny sprzedać tę samą grę, co w przypadku Origins i Odyssey, tylko ubraną w wikingową skórkę. I tak po prawdzie to wiele się nie pomyliliśmy, ale nie zmienia to faktu, że po raz trzeci formuła ta zadziałała wyśmienicie, a drastyczna zmiana settingu gry tchnęła tu sporo świeżości. Poza tym, twórcy postarali się, by uczucia deja vu nie było zbyt dużo i Valhalla zawiera kilka naprawdę interesujących nowości, takich jak rozbudowe osady czy najazdy. Jeśli dołożymy do tego charyzmatycznego bohatera/bohaterkę, wciągającą historię o zemście (plus wątki asasyńskie), przyjemną dla oka oprawę graficzną i ogrom zawartości, która sprawia, że nie będziemy się nudzili przez dziesiątki godzin, to trudno nie docenić w tym roku Assassin's Creed: Valhalla. Mimo wszystko liczymy na to, że kolejna, już prawdziwie next-genowa odsłona serii, przyniesie rewolucję na miarę Unity lub Odyssey. W innym wypadku nie będziemy tak pobłażliwi dla Ubisoftu odcinającego kupony.  

Demon’s Souls Remake

 

To był naprawdę mocny rok dla PlayStation i powody do zadowolenia mieli nie tylko posiadacze PS4, ale i PS5, a to głównie za sprawą Demon’s Souls, które jest jednym z nielicznych prawdziwych tytułów na wyłączność dostępnych na next-genach. Co prawda mamy tu do czynienia z remakiem produkcji z ery PS3, ale w całkowicie odświeżonym wydaniu, dzięki czemu gra prezentuje się jak na nową generację przystało. Co więcej, mówimy tu o tytule, który tak naprawdę rozpoczął serię Souls od From Software (wbrew pozorom nie było to pierwsze Dark Souls), a przez to, że był to tytuł ekskluzywny dla PS3, który nie odbił się tak głośnym echem jak następcy (początkowo nie był nawet dystrybuowany w Europie), to niewiele osób miało okazję zapoznać się z oryginałem. Teraz nadarza się ku temu idealna okazja (o ile mamy PS5), bo Bluepoint Games wykonało świetną robotę (co nie dziwi, bo to specjaliści od tego typu remake’ów), dostarczając nam produkcję wierną pierwowzorowi, która pod względem technologicznym bije go na głowę (to jedna z najładniejszych gier wydanych w tym roku). I naprawdę warto dać się zabić te dziesiątki razy, to doświadczenie jest tego warte!

Half-Life: Alyx

 

Half-Life: Alyx to może dość niszowy tytuł, gdyż dostępny jest jedynie dla właścicieli drogich pecetowych gogli VR, ale nie zmienia to faktu, że jest to jedna z najlepszych gier tego roku (wystarczy spojrzeć na średnią ocen, jakie zbiera ta produkcja). Co więcej, dla wielu osób był to powód, dla którego warto było zakupić headset VR pod PC, tym bardziej, że mówimy tu przecież o nowym Half-Life. Co prawda nie jest to długo wyczekiwana kontynuacja drugiej części, ale prequel dla tego tytułu, ale nie zmienia to faktu, że dla fanów serii jest to obowiązkowa pozycja. Tym bardziej, że nie zawodzi ona fabularnie, a do tego stanowi swoisty pokaz możliwości wirtualnej rzeczywistości. Można więc mieć nadzieję, że 2021 rok będzie równie udany dla VR co obecny i doczekamy się kilku wysokobudżetowych gier prezentujących podobny poziom co Half-Life: Alyx, które zawiesiło poprzeczkę naprawdę wysoko.  

Doom Eternal

 

Jak zapewne zdążyliście się już zorientować, ten rok stał pod znakiem powrotu klasyków w nowoczesnym wydaniu i pod taką kategorię można podciągnąć także Doom Eternal. Co prawda niezwykle udany reboot tego kultowego shootera nastąpił już w 2016 roku, ale w tym roku doczekaliśmy się kolejnej odsłony zatytułowanej Doom Eternal, która jeszcze bardziej podnosi poprzeczkę. Gra jest jeszcze dynamiczniejsza (w co trudno uwierzyć!), bardziej zręcznościowa, a do tego daje jeszcze więcej radości. Ta naprawdę jest spełnienie marzeń fanów, którzy po ostatnim Doomie chcieli więcej tego samego, ale lepiej, szybciej i jeszcze bardziej krwawo. Właśnie to dostali i nawet fabuła jest ciekawsza, choć ponownie stanowi jedynie pretekst do szlachtowania demonów. A wszystko to doprawione niesamowitą ścieżką dźwiękową, łączącą muzykę elektroniczną z ciężkim gitarowym graniem. Po prostu miazga! 

Hades

 

Hades to z kolei jeden z tych tytułów, który mógł gdzieś umknąć graczom zasypywanym wielkobudżetowymi produkcjami. A warto się nim zainteresować, bo to rewelacyjny roguelike’owy dungeon crawler od Supergiant Games, czyli twórców takich uznanych produkcji jak Bastion, Transistor oraz Pyre. Co ciekawe, Hades znajdował się we wczesnym dostępie od 2018 roku, ale dopiero po dwóch latach doczekał się premiery finalnej wersji. Ta pochwalić może się świetnymi recenzjami i trudno się temu dziwić, gdyż oferuje świetnie napisaną i dobrze zrealizowaną historię z interesującymi postaciami i wieloma ciekawymi wątkami pobocznymi oraz ładną dla oka, ręcznie rysowaną oprawę graficzną. Największym atutem jest tu chyba jednak niezwykle dynamiczny, wymagający i prosty, ale zarazem rozbudowany system walki. A jeśli dołożymy do tego przemyślany system rozwoju postaci, to otrzymamy jedną z najlepszych gier tego roku.  

Spider-Man: Miles Morales

 

Spider-Man: Miles Morales to kolejna produkcja, której nie można pominąć w tegorocznym zestawieniu, chociaż mówiąc szczerze mamy tu raczej do czynienia z dużym dodatkiem w stylu Uncharted: Zaginione dziedzictwo niż pełnoprawną grą. Niemniej rozwiązania wypracowane przez Insomniac Games w 2018 roku wciąż dają radę, a kontynuacja przygody - tym razem w wykonaniu drugiego Pająka, Milesa Moralesa - przynosi kilkanaście godzin świetnej zabawy. Co więcej, my mieliśmy okazję ogrywać wersję na PlayStation 5, co dało nam możliwość wypróbowania gry w 60 klatkach na sekundę i z grafiką wzbogaconą technologią śledzenia promieni, co przeniosło tę produkcję na zupełnie nowy poziom. Huśtanie się na pajęczynach jeszcze nigdy nie było tak widowiskowe i przyjemne, a otoczenie tak spektakularne, a do tego szybki dysk SSD sprawia, że szybka podróż jest naprawdę szybka, więc rozgrywka to czysta frajda, z której nic nas nie wytrąca. Poza tym, akcja gry toczy się w okolicach Bożego Narodzenia, więc jeśli jeszcze nie próbowaliście nowego Spider-Mana, to polecamy, bo z pewnością pomoże wczuć się w klimat.

Crash Bandicoot 4: Najwyższy Czas

 

Zestawienie kończymy produkcją równie przyjemną, co irytującą, ale to już specjalność wszystkich wymagających platformówek. Bo chociaż wyglądają one jak przyjemne bajki dla dzieci, to trzeba być prawdziwym twardzielem, żeby je ukończyć i nie zniszczyć przy okazji pada czy telewizora albo obu, rzucając jednym w drugie :) Crash Bandicoot 4: Najwyższy Czas jest dokładnie taki sam, ale możemy się pochwalić, że nam się ta sztuka udała i nie ucierpiał przy tym żaden sprzęt, a do tego bawiliśmy się miodnie, chociaż sąsiedzi z pewnością słyszeli kilka soczystych wiązanek rzuconych w kierunku sympatycznego rudego jamraja. Co jednak najważniejsze, to bardzo udany powrót serii, na której pełnoprawną odsłonę czekaliśmy aż 22 lata. Nowy Crash pokazuje, że chociaż ostatnimi czasy zostaliśmy zalani wszelkiej maści sieciowymi produkcjami, to w branży gier jest też miejsce na takie kolorowe platformówki, od których nie można się oderwać, nawet jeśli już po raz 20 próbujemy wskoczyć na tę jedną małą platformę, gdzie czeka kilka jabłuszek.

I to by było na tyle, chociaż chcielibyśmy zaznaczyć, że nasze zestawienie w żaden sposób nie zamyka tematu i można byłoby do niego dołożyć jeszcze wiele produkcji, które zasługują na uwagę. Wystarczy wspomnieć o fenomenalnym symulatorze latania od Microsoftu, czyli fotorealistycznym Microsoft Flight Simulator, świetnie przyjętym dodatku World of Warcraft: Shadowlands, który w dniu premiery sprzedał się w nakładzie 3,7 mln egzemplarzy, chociaż sam WoW ma już na karku ponad 15 lat, tegorocznej odsłonie Call of Duty, czyli Black Ops Cold War, której nie można nic zarzucić czy prawdziwym fenomenie Among Us, czyli sieciowej gry, na której popularność budują nawet amerykańscy polityce. No i jest jeszcze Cyberpunk 2077, ale to temat rzeka, na który nie będziemy się jeszcze wypowiadać, bo sprawa jest zbyt bolesna i świeża. A jakie są Wasze typy? Koniecznie dajcie znać!