Jednak w przypadku Tenet, sytuacja jest dziwaczna także z innych powodów. Film miał premierę w trakcie pandemii. Kiedy na chwilę otwarto kina, rzuciły się na niego tłumy. Niektórzy pewnie wyposzczeni po długim nieoglądaniu w kinie czegokolwiek, nie trafili w swój typ filmu. Wielu poszło, bo była to jedyna wielka produkcja w tym czasie, którą odważono się pokazać. Inni natomiast poszli, bo wiedzieli, że należy oczekiwać czegoś niezwykłego.

Po zakończeniu sensu wiedziałam, że jedna wizyta w kinie to za mało. Ten film wymagał powrotu, bo kilka wątków koniecznie trzeba było lepiej przeanalizować. Niestety nie udało mi się pójść drugi raz, zanim kina znowu zamknięto na cztery spusty.

Na szczęście 15 grudnia miała premiera płytowej edycji filmu Tenet. Wyszedł on równolegle na DVD, Blu-ray oraz 4K UHD. W sumie uznałam, że materiały dodatkowe dodane na drugim krążku znakomicie uzupełnią moją wiedzę i niewiedzę na temat wydarzeń dziejących się na ekranie.

Fabuła filmu nie jest obecnie niczym tajemniczym, a więc spokojnie mogę ją streścić. Mamy tu agenta, który zostaje zwerbowany do jednostki specjalnej, od której w zasadzie zależy przyszłość świata, mającej zapobiec III wojnie światowej, końcowi naszej egzystencji, itd. Jeśli nie widzieliście to zakrzykniecie, że to już było. Jeśli oglądaliście, wiecie że to wcale nie takie proste. Nie u Nolana!

Obu grupom zalecam zobaczyć ten film ponownie. Kluczem do wszystkiego jest tutaj manipulowanie czasem. Jednak w Tenet zrobiono to genialnie! Nie dzieje się tu nic, co nie byłoby istotne dla fabuły. Tempo akcji jest solidne, nie dające czasu na nudę i nakazujące maksymalną koncentrację. Wydarzenia galopują, pojawiają się nowe postaci, manipulowanie czasem odbywa się nieustannie i po kilkunastu minutach filmu zaczynamy rozumieć, że jest to sedno wszystkiego. I nie polega na wysłaniu góry mięśni w przyszłość czy przeszłość. Wszystkie wymiary są jednakowo ważne, a wydarzenia w nich dziejące układają się w puzzle konstruujące nasz świat.

Czas leci szybko, w dwóch kierunkach, a wiele rzeczy przyjmujemy na słowo. Tak sam poznajemy główne postaci. Ich nazwiska, imiona nie są kompletnie istotne. Najważniejszy jest czas, a właściwie, to kiedy i co się w nim wydarzy oraz kto weźmie w tym udział. Z czasem z mózgu robi się sieczka i zaczynamy się nieco gubić, nie wszystko rozumieć, ale przyjmujemy całość jako wersję wydarzeń, którą musimy znać, żeby dojść do końca widowiska. I dlatego mówiłam, że konieczny jest powrót i druga, a może nawet trzecia projekcja filmu.

 

Temat to doskonała, ambitna rozrywka. Prawdziwa łamigłówka, po której możecie czuć się wykończeni. Tak, naprawdę. Film jest wymagający, ale jednocześnie porywający. Nie ma tu miejsca na sentymenty, nawiązywanie przyjaźni z bohaterami, ani określenie się, kto jest naszym ulubieńcem. Zwyczajnie, dopingujemy Protagoniście. Na końcu złapiecie się pewnie, że nawet nie wiecie, jak ma na imię!