Bitcoin od początku budził wiele kontrowersji, a branżowi specjaliści ostrzegali przed zbytnim optymizmem i inwestowaniem w tę kryptowalutę. Ich zdaniem była to bańka, która musiała w końcu pęknąć, ale użytkownicy wiedzieli swoje i zaczęli masowo interesować się możliwością zarobienia w ten sposób nieco gotówki. I jeśli ktoś był cierpliwy i kupił (albo wykopał) sobie nieco Bitcoinów na początku, a także oparł się pokusie sprzedania ich wcześniej, czekając na idealny moment, to teraz może być bardzo bogatym człowiekiem.

Bo choć ta kryptowaluta faktycznie miała swoje wzloty i upadki, momentami spadając do bardzo niskich wartości, to zawsze odbijała się od dna, osiągając przy tym rekordowe notowania. Tym razem jest podobnie, po dużym tąpnięciu w grudniu 2018 roku, kiedy to wartość kryptowaluty spadła do 3 200 dolarów, choć kilka miesięcy wcześniej wynosiła 19 700 dolarów, Bitcoin znowu złapał falę. Latem tego roku nastąpił przełom i od tego czasu cena waluty tylko rośnie, bijąc kolejne rekordy - w grudnia jej wartość wynosiła 20 000 dolarów, na samym początku tego roku 31 500 dolarów, by w końcu osiągnąć kolejny kamień milowy, czyli 40 000 dolarów!

Co prawda tak jak wspomnieliśmy na początku, sytuacja jest dynamiczna i kurs zmienia się z godziny na godzinę (w momencie pisania tego newsa było to 39 791 dolarów), ale wygląda na to, że nastały dobre czasy dla posiadaczy Bitcoinów. Pytanie tylko, czy już pozbywać się swoich zapasów, czy może liczyć na to, że tendencja się utrzyma i waluta osiągnie 50 tysięcy dolarów, a nawet więcej? Decyzja jest trudna, ale należy pamiętać, że obecny wzrost nie wynika z żadnych spekulacji rynkowych, ale poważnych inwestycji w Bitcoina ogromnych koncernów, a nie można też pominąć ostatniej decyzji PayPal, które umożliwiło amerykańskim użytkownikom kupowanie, przechowywanie i sprzedaż czterech kryptowalut, w tym właśnie Bitcoina, co znacznie je uwiarygodniło.