Pilniczek na równe zęby

Czas domowej izolacji i okresowych lockdownów wielu branż spowodował, że wielu z nas musiało zostać własnymi fryzjerami czy wizażystami. Niektórzy zapragnęli zostać również zostać dentystami, inspirując się przy tym filmikami m.in. z popularnej m.in. wśród młodzieży aplikacji TikTok. Przykład?

Nierówne zęby o ukruszonych krawędziach to zmora wielu osób. Jak nadać im bardziej estetyczny wygląd? Jedna z użytkowniczek TikToka tłumacząc się ograniczonym budżetem wpadła na pomysł, by użyć… pilnika do paznokci.

Piłowanie zębów to fatalny pomysł. Możemy uszkodzić szkliwo, czyli cienką, zewnętrzną tkankę, która działa jak ochronny pancerz dla zębów. Na dodatek jest to tkanka, która nie odrasta, w przeciwieństwie do paznokci. Następnie starcie szkliwa może odsłonić leżącą głębiej zębinę, a znajdujące się w niej kanaliki zębinowe będą łatwiej przewodzić bodźce i powodować nadwrażliwość zębów. Starte, ukruszone lub odpryśnięte szkliwo jest również bardziej podatne na rozwój próchnicy i urazy mechaniczne.

Cieńsza warstwa szkliwa i odsłonięcie zębiny sprawi także, że zęby będą bardziej żółte i podatne na przebarwienia. Samodzielna ingerencja w kształt lub długość zębów może także doprowadzić do zaburzeń zgryzu i bruksizmu.

Ciemna strona nadtlenku wodoru

Pogoń za perłową bielą może mieć dramatyczny finał. Przykładem są TikTokerzy, którzy na własne ryzyko wybielają w domu zęby, nakładając na ich powierzchnię kupiony przez Internet nadtlenek wodoru. Na jednym z filmików butelka zawierała 3% stężenie substancji, czyli o wiele za dużo.

Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Zdrowia, ogólnodostępne i stosowane bez recepty preparaty do wybielania zębów mogą zawierać do 0,1% nadtlenku wodoru obecnego lub uwolnionego. Natomiast te stosowane przez stomatologów mogą zawierać od 0,1% do 6% nadtlenku wodoru. Co więcej, wybielanie zębów preparatem o takim stężeniu jest przeciwwskazaniem m.in. u osób poniżej 18 roku życia, chorujących na chorobę Parkinsona, epilepsję, cukrzycę, a także kobiet ciężarnych czy karmiących.

W jeszcze innym nagranym filmiku widzimy kombinację nadtlenku wodoru z sodą oczyszczoną, którą jedna z użytkowniczek szczotkuje zęby. To wybuchowe połączenie. Nadtlenek wodoru ze względu na swój kwaśny odczyn rozmiękczy szkliwo, przez co drobinki sody oczyszczonej z łatwością uszkodzą jego powierzchnię.

TikTokowy trend dziwi tym bardziej, że zabiegi wybielające są dostępne bardziej niż kiedykolwiek. W tym celu w gabinecie można zastosować lampy, lasery lub przygotowane na wymiar nakładki, które pacjent dostaje od dentysty do stosowania w domu. Zawsze jednak przed wybielaniem stomatolog wykonuje tzw. sanację jamy ustnej, czyli leczy wszystkie zęby i odpowiednio kwalifikuje do zabiegu.

Włosy powinny pozostać na głowie

Jeszcze dziwniejszym „trikiem” znalezionym na TikToku jest nitkowanie zębów za pomocą… włosa wyrwanego z głowy. Pomysłodawcy twierdzą, że włos sprawdzi się idealnie, gdy akurat nie mamy pod ręką nici dentystycznej, a chcemy oczyścić zęby z resztek posiłku. I w tym przypadku nie powinniśmy powielać kuriozalnej metody, ponieważ nie dość, że jest mało higieniczna, to może doprowadzić do krwawienia dziąseł.

Zrób swój aparat na zęby

Aparat na zęby DIY? W sieci nie brakuje koncepcji, gdzie do stworzenia prowizorycznego aparatu śmiałkowie wykorzystują np. gumki recepturki, gumki do włosów, klej super glue, nić dentystyczną, spinacze, metalowe elementy kolczyków, a nawet żyłkę wędkarską. Kreatywne? Raczej niebezpieczne.

Każdy z tych elementów to przepis na katastrofę. Mogą się przemieszczać, wchodzić pod tkankę dziąseł, wrastać w nią, uszkodzić korzeń zęba i doprowadzić do jego ekstrakcji. Skutkiem ubocznym mogą być też wady wymowy. Realny scenariusz to również infekcja, podrażnienia czy poranienia tkanek. Nieleczona infekcja z kolei może zagrażać nawet życia.

W trakcie leczenia ortodontycznego trzeba wziąć pod uwagę wiele czynników m.in. stan dziąseł, zębów i kości. Cały proces wymaga wiedzy i doświadczenia, ale także odpowiedniego sprzętu. Aktualnie można zastosować stałe aparaty klasyczne, np. w wersji metalowej lub szafirowej, bezligaturowe, lingwalne czy niewidoczne nakładki na zęby. Leczenie poprzedzone jest konsultacją w gabinecie, odpowiednio zaplanowane i kontrolowane przez ortodontę na każdym etapie, co daje pełne bezpieczeństwo i gwarancję trwałych efektów. Pandemia nic w tym względzie nie zmieniła.

Korona? Nie tak prędko!

W mediach było równie głośno o młodych użytkownikach aplikacji, którzy w sieci pokazywali zeszlifowane za granicami kraju zęby pod prace protetyczne nazywając je „zębami rekina”, a potem efekt końcowy z już założonymi koronami. Dentyści zalecają, aby przed tak ekstremalnym krokiem, skonsultować się z doświadczonym stomatologiem.

Różnica pomiędzy koroną a licówką jest ogromna. Koronę zakłada się, gdy są ku temu zalecenia np. ząb jest mocno zniszczony, złamany lub ma duże wypełnienia, ale nie jest to dobry wybór dla młodej osoby ze zdrowym uzębieniem. Przygotowanie zęba pod koronę protetyczną polega na znacznym oszlifowaniu, czyli usunięciu nawet dwóch milimetrów tkanki twardej i jest zabiegiem nieodwracalnym.

Dentyści zwracają uwagę, że użytkownicy TikToka to głównie młodzież, która ma równie młodą widownię, więc w przyszłości możemy żałować takiej decyzji. Agresywna preparacja zęba pod koronę w tak młodym wieku zwiększa ryzyko trwałego uszkodzenia zębów, konieczności wielokrotnej wymiany korony, leczenia kanałowego, a nawet utraty zębów, co skończyć się może protezą.

I choć stomatologia DIY w dobie pandemii jeszcze bardziej zyskuje na popularności, a autorzy viralowych filmików na TikToku promują je jako „tanie i proste sposoby na piękny uśmiech”, w żadnym wypadku nie powinniśmy polegać na opinii laików i bawić się w majsterkowicza w domu.