W związku z tym wiele długo wyczekiwanych produkcji filmowych zaliczyła solidne opóźnienie i zamiast zostać hitami ubiegłego roku, dopiero szykuje się do premiery. Co prawda było kilku odważnych, z Christopherem Nolanem na czele, który zdecydował się w tej trudnej sytuacji na klasyczną kinową premierę swojego Teneta, ale większość wytwórni albo odłożyła swoje hity w czasie, albo wybrała inny model dystrybucji. Najczęściej chodzi o premierę na wspomnianych platformach streamingowych, jak Netflix, Amazon Prime Video, HBO GO (lub Max, w zależności od regionu) i innych.

Najgłośniej było chyba o umowie, jaką Warner Bros. podpisał z tym ostatnim, dzięki czemu użytkownicy opłacający abonament będą się cieszyć premierami wydawcami tego samego dnia, co fani w kinach, która nie spodobała się części środowiska filmowego. I choć posypały się nawet groźby pozwów, to na ten moment sprawa ucichła, a zadowoleni z umowy klienci HBO Max w Stanach Zjednoczonych mogli już z własnej kanapy obejrzeć choćby Wonder Woman 1984. I w tym miejscu należałoby chyba zacząć naszą listę najbardziej wyczekiwanych filmów tego roku, bo w Polsce nowej odsłony przygód odważnej Amazonki jeszcze nie widzieliśmy, więc do dzieła!

Wonder Woman 1984

Wytwórnie produkujące filmy o superbohaterach może i nie stronią od kobiecych postaci o nadprzyrodzonych mocach, ale tych jest zdecydowanie mniej niż męskich - nie wspominając już o tym, ile z nich dostało własne filmy. Te można wyliczyć na palcach jednej ręki i… jeszcze zostanie nam sporo zapasu. Wonder Woman jest jedną z nich, a jej pierwsza solowa produkcja okazała się ogromnym sukcesem i potwierdziła, że wybór Gal Gadot do tytułowej roli był strzałem w dziesiątkę. Teraz czekamy już na drugą odsłonę, ale jesteśmy zdecydowanie spokojniejsi, bo po debiucie amerykańskim, który miał miejsce w grudniu, wiemy już, że warto. Fabularnie jest to kontynuacja filmu z 2017 roku, ale tym razem przenosi nas w czasy zimnej wojny, podczas których Diana zmierzy się z Cheetah i Max Lord. Premiera: 12 lutego.

 

Co w duszy gra

Pixar nie ma w zwyczaju masowo wydawać swoich animacji, dlatego premiera każdego z nich to wielkie święto dla fanów. Szczególnie że wszystkie są niezwykle mądre i mają drugie dno, dzięki któremu świetnie bawią się przy nich nie tylko dzieci, ale i dorośli. Wiele wskazuje na to, że nie inaczej będzie tym razem, bo Co w duszy gra zdążyło już skraść serca krytyków i zgarnąć 6 nagród i 2 nominacje, w tym w Cannes i Rome Film Fest. Jeśli zaś chodzi o historię, to tym razem poznajemy losy Joe Gardnera, który prowadzi zespół muzyczny w gimnazjum. Jego prawdziwą pasją jest jednak jazz, dlatego Joe przeżywa kryzys i zaczyna zadawać sobie pytania, te najważniejsze… o sens życia i swoje miejsce na ziemi. Premiera: 19 lutego.

 

Sound of Metal

Tę produkcję trudno nazwać nowością, bo debiutowała na festiwalach filmowych już w 2019 roku i zdążyła narobić wokół siebie mnóstwo zamieszania, ale polska premiera została zaplanowana dopiero na marzec tego roku. I z pewnością będzie to jedna z najbardziej wyjątkowych premier tego roku, bo już materiały promocyjne są niezwykle przejmujące. W filmie poznajemy losy pary muzyków, perkusisty Rubena i wokalistki Lu, którzy mają przed sobą wizję wielkiej kariery, kiedy nagle okazuje się, że mężczyzna dosłownie z dnia na dzień zaczyna tracić słuch. Dla muzyka to zawodowy wyrok śmierci, który niesie ze sobą również osobistą tragedię… świat Rubena legnie w gruzach, pytanie tylko, czy pozwoli Lu uratować to, co ich łączy. Premiera: 5 marca.

 

Mortal Kombat

To zdecydowanie będzie nasze tegoroczne guilty pleasure, podobnie jak pierwsza wersja Mortal Kombat, która była fatalna, ale jednocześnie trudno było się powstrzymać przed jej oglądaniem :) Kiedy więc okazało się, że Fatality w końcu zobaczymy na wielkim ekranie, to jesteśmy na pokładzie, choć do tej pory nie wiemy jeszcze, jakie wydarzenia przyjdzie nam śledzić tym razem. Pozostaje mieć nadzieję, że produkcja będzie tak dobra, jak krótki film Mortal Kombat: Rebirth, który reżyser Kevin Tancharoen stworzył jeszcze w 2010 roku i zgodnie z obietnica film będzie tylko dla osób dorosłych i w końcu zobaczymy takie Fatality, na jakie wszyscy czekamy. Premiera: 16 kwietnia.

Czarna wdowa

Trudno już zliczyć od jak dawna mówi się o tym, że Czarna wdowa dostanie swój film - jeśli dobrze pamiętamy, zaczęło się na długo przed premierą pierwszej Wonder Woman i Kapitan Marvel, ale dopiero w tym roku będziemy mogli to zobaczyć na własne oczy (standardowo, gdyby nie Covid-19, zobaczylibyśmy już w ubiegłym). Akcja filmu dzieje się po wydarzeniach z Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów, kiedy to ONZ wprowadza przymusowy rejestr bohaterów, który doprowadza do konfliktu pomiędzy Kapitanem Ameryką a Iron Manem. Jakby tego było mało, Czarnę wdowę dopada niewygodna przeszłość i bohaterka musi zmierzyć się ze śmiertelnie niebezpiecznym przeciwnikiem, który nie cofnie się przed niczym, by ją zniszczyć. Premiera: 7 maja.

 

Top Gun: Maverick

No dobra, Tom Cruise nie jest już w najlepszej formie i daleko mu do młodego niepokornego chłopaka, którego wszyscy pokochali w Top Gun: Maverick, ale nie da się ukryć, że dużo osób chce zobaczyć zwieńczenie tego “lotniczego romansu” sprzed lat. Kobiety ponownie będą wzdychać do hollywoodzkiego gwiazdora, a mężczyźni podziwiać myśliwce amerykańskiej marynarki i wszyscy będą zadowoleni - normalnie szkoda, że premiera nie została zaplanowana na Walentynki :) Jeśli zaś chodzi o fabułę, to wracamy do Pete’a Mavericka Mitchella, który po 30 latach służby jest na szczycie… niestety bolesna przeszłość w końcu o sobie przypomina, a niebezpieczna misja przywołuje skrywane przez lata demony. Premiera: 1 lipca.

 

Uncharted

Jako fani gier z serii Uncharted nie mogliśmy nie umieścić na naszej liście filmowej wersji przygód Nathana Drake’a, nieco zaklinając rzeczywistość i licząc na to, że w końcu doczekamy się fenomenalnej adaptacji. Nie da się bowiem ukryć, że choć gry wideo wydają się wymarzonym materiałem źródłowym, to najczęściej ich przekładanie na duży ekran kończy się fatalnie. Wystarczy tylko przywołać przykład świetnej serii Assassin’s Creed i świetnego aktora Michaela Fassbendera, którzy w połączeniu nie przynieśli jednak nic dobrego i o skrytobójczym filmie lepiej w ogóle zapomnieć. Czy tym razem będzie inaczej? Oby, bo Tom Holland, który wciela się w Drake’a, to bardzo utalentowany aktor z doświadczeniem w ogromnych produkcjach, jak choćby Spider-Man, więc ma szansę udźwignąć tę rolę. Rolę, na którą gracze czekają od ponad 10 lat… Premiera: 15 lipca.

The Suicide Squad

Czy James Gunn w roli reżysera uratuje markę, która miała ogromny potencjał, ale mocno zniechęciła do siebie fanów po pierwszej części? Taką mamy nadzieję, bo doskonale wie, jak się robi rozrywkowe kino akcji - wystarczy spojrzeć na Strażników Galaktyki. Tak, James Gunn dopuścił się najstraszniejszej ze zbrodni, czyli zmienił komiksową stajnię, z Marvela na DC, nie da się jednak ukryć, że w obu przypadkach ma doświadczenie w pokręconych ekipach. Wszystko będzie mu jednak wybaczone, jeśli dostarczy nam pełną szalonej akcji produkcję bez trzymanki, a okoliczności będą ku temu mocno sprzyjające. Zespół skazańców zostaje bowiem wysłany na misję zniszczenia starego nazistowskiego więzienia i laboratorium na Corto Maltese, gdzie przetrzymuje się i przeprowadza eksperymenty na więźniach politycznych. W obsadzie Viola Davis, Joel Kinnaman, Jai Courtney, David Dastmalchian, Daniela Melchior, Steve Agee oraz Idris Elba. Premiera: 4 sierpnia.

 

Diuna

Diuna w reżyserii Denisa Villeneuve to kolejna premiera, która miała odbyć się w ubiegłym roku, ale wyjątkowo nie padła ona bezpośrednio ofiarą pandemii koronawirusa, a marketingowych zabiegów wydawców. Warner Bros już w październiku ubiegłego roku zdecydował się poczekać na lepsze czasy i opóźnić film o blisko rok. Nie były to dobre wieści dla fanów powieści Franka Herberta, którzy musieli uzbroić się w więcej cierpliwości, ale miejmy nadzieję, że produkcja nam to wszystko wynagrodzi. Mniej zorientowanym wyjaśniamy, że akcja dzieje się w bardzo dalekiej przyszłości, na pustynnej planecie Arrakis, zwanej Diuną, jedynym miejscu we wszechświecie, gdzie wydobywa się melanż - cenną substancję przedłużającą życie i pozwalającą na podróże międzygwiezdne i zaglądanie w przyszłość. Mówiąc krótko, kto włada Diuną, ten ma władzę nad wszechświatem, co jak łatwo sobie wyobrazić musi rodzić liczne konflikty. Premiera: 1 października.

 

James Bond: Nie czas umierać

Od jakiegoś czasu wiemy już, że Bond w nowym filmie będzie jeździł elektrycznym Astonem Martinem i nosił okulary marki Barton Perreira, a na jego nadgarstku ponownie zagości zegarek Omega. Wiemy też, że do swoich ról powrócą Christoph Waltz, który ponownie wcieli się w geniusza zbrodni Ernsta Stavro Blofelda, Lea Seydoux, która była dziewczyną Bonda w Spectre, Ralph Fiennes jako M, Ben Whishaw jako Q, Naomie Harris jako Moneypenny, no i oczywiście Daniel Craig. Nie wiemy tylko, czy październikowy debiut faktycznie się odbędzie, bo Nie czas umierać to jeden z tych filmów, które w związku z pandemią i nie tylko przekładane były już wiele razy. Jeśli jednak tak będzie, to zobaczymy w nim Bonda, który na prośbę swojego starego przyjaciela, Felixa Leitera z CIA, bierze udział w misji odbicia porwanego naukowca, za którym stoi bardzo niebezpieczny człowiek. Premiera: 8 października.