Nie oszukujmy się, Google ma dość długą historię zamykania stron i serwisów, które nie przynoszą wystarczająco zysków, by inwestować w nie czas i pieniądze. Nic więc dziwnego, że właśnie usłyszeliśmy o solidnym okrojeniu wysiłków wkładanych w serwis do streamowania gier Google Stadia, który niestety nie spotkał się z tak ciepłym przyjęciem, na jakie liczyć gigant. Co warto jednak podkreślić, sama usługa na razie nigdzie się nie wybiera i będzie dalej działać, dlatego jeśli ktoś korzystał z niej do grania, to nadal będzie mógł to robić. Tyle że nie ma co liczyć na to, że Google dostarczy na rynek tytułu od własnych deweloperów.

Zamknięcie zespołu SG&E oznacza, że ponad setka deweloperów będzie musiała szukać sobie nowego zajęcia, chociaż Google zaznacza, że stara się przenieść większość z nich do innych zajęć w firmie - jeśli jednak są dalej zainteresowani robieniem gier, a nie pracą przy oprogramowaniu czy chmurze, to raczej długo nie zagrzeją tam miejsca. Najgłośniej jest chyba jednak o branżowej weterance, Jade Raymond, która ma na koncie choćby produkcję Assassin’s Creed czy Watch Dogs - ta już opuściła studio, ale wydaje się niemożliwe, by długo pozostawała bez zajęcia.

Czy taki ruch Google budzi zdziwienie? Biorąc pod uwagę fakt ciągle rosnących kosztów tworzenia gier i czas potrzebny do stworzenia dużych gier AAA… zupełnie nie, a co więcej może to odbyć się tylko z zyskiem dla użytkowników. Można bowiem spodziewać się, że teraz cała para, zarówno zasobów ludzkich, jak i pieniędzy, pójdzie w jakość działania samej usługi, która ma szansę się rozwinąć jako platforma do grania w chmurze. A że nie będzie tytułów od samego Google? No trudno, przeżyjemy, zwłaszcza że Amerykanie wciąż będą oferować tytuły ekskluzywne, tyle że przygotowane przez studia zewnętrzne.