Zwift to platforma internetowa, która pozwala rowerzystom i biegaczom, którzy utknęli w pomieszczeniach, konkurować z innymi. Aby wziąć udział, nie trzeba kupować od firmy specjalnego roweru statycznego. Działa standardowy. Użytkownicy po prostu zastępują tylne koło „inteligentnym trenażerem”, który może zmieniać opór w oparciu o wirtualną drogę, tak jak to dzieje się „na żywo”. Wszelkie zebrane parametry jazdy są przesyłane do Zwift.

 

Kolarstwo online dołączyło do innych e-sportów, oferując zwycięzcom pieniądze. Oczywiście nie są to milionowe stawki, jakie można zgarnąć za rozgrywki w Dota 2 i Fortnite, ale pierwsze w historii mistrzostwa zorganizowane w Zwift, oferowały pierwszą nagrodę w postaci 8000 EUR. Jak wiadomo, tam gdzie gra toczy się o duże stawki, często pojawia się zachęta do oszukiwania.

Po rozpoczęciu drugiego sezonu wyścigowego, Zwift ogłosił sześciomiesięczne zakazy startów dla dwóch swoich najlepszych zawodników.

Uczestnicy muszą podać dwa źródła danych, biorąc udział w wyścigach konkurencyjnych. W przypadku tych odsuniętych zawodników, dane się nie zgadzały. Siła jednego z nich wzrosła o dziewięć procent, podczas gdy drugi zawodnik odnotował wzrost o 32 procent. Wydało się to organizatorom bardzo podejrzane.

Zawodnik z większym wzrostem przyznał się do edycji danych mocy przed przesłaniem ich do Zwift. Natomiast drugi uparcie twierdzi, że rozbieżność wynika z problemu z oprogramowaniem, który zmusił jego zespół do przesyłania danych za pośrednictwem niestandardowej platformy.

To nie pierwszy przypadek, w którym zawodnicy imając się rozmaitych sposobów, oszukują organizatorów.  Niemiecki kierowca Formuły E Audi, Daniel Abt, został zdyskwalifikowany w zeszłym roku z wyścigu e-sportowego po tym, jak zawodowy gracz rywalizował jako on.