Jak wynika z najnowszych danych z rynku amerykańskiego, producenci sprzętu do grania na PC mieli w ubiegłym roku prawdziwe żniwa, bo kliencie w samych tylko Stanach Zjednoczonych wydali na ten cel 4,5 mld USD. A jeśli sama liczba nie robi na Was większego wrażenia, to warto dodać, że jest to wzrost o 62% w stosunku do roku poprzedzającego. I można śmiało zakładać, że gdyby nie dość powszechne problemy z dostępnością podzespołów, np. kart graficznych, to wyniki te byłyby jeszcze bardziej imponujące.

Jak podaje The NPD Group, ogromne dwucyfrowe wzrosty dotyczą całego hardware’u i akcesoriów PC, ale największym wzięciem cieszyły się słuchawki, monitory i klawiatury - tu wzrosty były największe, zarówno jeśli chodzi o zyski, jak i sprzedane egzemplarze. Warto zaznaczyć, że świetnie poradzili sobie również dostawcy zawartości cyfrowej na PC, bo mówimy o 19% wzroście sprzedaży w stosunku do roku poprzedniego, która osiągnęła poziom 7,5 mld USD.

Stephen Baker z NPD nie ukrywa, że ogromną rolę odegrała tu pandemia koronawirusa i związane z nią lockdowny, które zamknęły nas wszystkich w domach. A czemu PC, a nie konsole? Większość z nas ma w domu jakiś komputer, więc zdecydowanie łatwiej go wykorzystać, nawet jeśli wymaga to drobnej modernizacji - zakup konsoli byłby o wiele bardziej kosztowny (jeśli mowa o nowej generacji, to nawet niemożliwy), a mówimy o czasach, kiedy staramy się ograniczać część zbędnych wydatków.

Czy oznacza to więc, że w tym roku będzie podobnie? Naszym zdaniem zdecydowanie tak, bo po pierwsze część osób, które zasmakowały gamingu w ubiegłym roku, już przy nim zostanie, a do tego dojdą kolejne - bo chociaż rządy niektórych krajów nieco luzują obostrzenia, to w innych wciąż są one restrykcyjne, a do tego naukowcy i lekarze straszą kolejnymi falami. Mówiąc krótko, żyjemy obecnie w bardzo specyficznych czasach, które wymagają też chwili wytchnienia, a trudno o lepszy sposób niż partyjka w ulubiony tytuł.