Facebookowy pomysł na przyszłość zakłada wykorzystanie gogli rozszerzonej rzeczywistości i maszynowego uczenia do tworzenia realistycznych cyfrowych awatarów podczas wirtualnych spotkań.

Oczywiście, wymagać to będzie wielu technologicznych ulepszeń w obecnie stosowanych wyświetlaczach i podzespołach wykorzystywanych do projekcji, ale Mark Zuckerberg jest przekonany, że w ciągu 10 lat się z tym uporamy. Co warto podkreślić, to nieco inne podejście niż choćby Apple, które wprawdzie planuje 3 urządzenia AR, ale jak ujawnił niedawno znany analityk Ming-Chi Kuo, gigant z Cupertino nie jest jeszcze gotowy do rozszerzenia swojej działalności w tej branży.

Mark Zuckerberg jest przekonany, że za 10 lat będziemy się mogli "teleportować"

Facebook dla odmiany ma zamiar rzucić się na głęboką wodę, projektując przy okazji wizję świata dostępną dla wszystkich, tworzoną dla wspólnego dobra, w przeciwieństwie do Apple, które lubi chwalić się swoją ekskluzywnością. W związku z tym zespół Oculus dostał zadanie stworzenia urządzenia łączącego AR i VR, którego cena zamknąć ma się w granicach 300 USD, co w porównaniu z 1000 USD za gogle od Apple wygląda naprawdę atrakcyjnie.

Wszystko po to, by zrealizować sen Marka Zuckerberga, w której korzystamy z rozszerzonej rzeczywistości, żeby “teleportować” się do różnych lokacji w celach społecznej interakcji, zarówno zawodowej, jak i prywatnej.

Zdaniem CEO Facebooka od tej wizji przyszłości, która ma mieć również pozytywny wpływ na środowisko, za sprawą ograniczenia fizycznych podróży, dzieli nas zaledwie 10 lat! Avatary mają z czasem stawać się coraz bardziej realistyczne, a firma będzie rozwijać swoją technologię, np. pozwalając wyświetlać dodatkowe informacje na naszym rzeczywistym otoczeniu, sprawiając, że komunikacja i wyszukiwanie informacji będą jeszcze wygodniejsze.

Pierwsza wersja gogli zostanie zaprezentowana jeszcze w tym roku, choć jeszcze bez zintegrowanej technologii AR, bo ta wciąż jest zbyt duża, aby umieścić ją w zwykłych oprawkach okularów.

Nie da się ukryć, że pomysł wydaje się bardzo interesujący, choć trudno powiedzieć, czy osobiście chcielibyśmy zamienić tradycyjne podróże na takie cyfrowe, za pomocą awatara. Co prawda, w czasie pandemii byłoby to rozwiązanie idealne, pozwalające prowadzić codzienne aktywności bez ryzyka zachorowania, ale przecież wszyscy liczymy na to, że już niebawem uporamy się z Covid-19 i za 10 lat będzie już on tylko przykrym wspomnieniem.

Technologia z pewnością będzie jednak dużą pomocą i ułatwieniem dla osób z pewnymi dysfunkcjami ruchowymi lub innymi chorobami, które je ograniczają, bo jeśli będą w stanie stworzyć wiarygodny awatar, to własne 4 ściany przestaną być ograniczeniem zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym.