Historia nawigacji satelitarnej rozpoczęła się w 1960 roku, gdy wystrzelony został pierwszy satelita nawigacyjny — Transit 1B. Została ona opracowana na potrzeby marynarki wojskowej USA i miała służyć do naprowadzania rakiet i pocisków. Miała swoje wady i wojskowi nie byli z niej zadowoleni. A jak wiadomo, armia ma zasoby, żeby prowadzić tego rodzaju badania.

Przez wiele lat udoskonalano pierwowzór, aż w latach 80-tych poprzedniego stulecia udało się uruchomić udoskonalony system GPS (Global Positioning System), który w 1983 roku został udostępniony także do celów cywilnych. Z drobnymi poprawkami jest to ten GPS, którym posługujemy się obecnie na co dzień.

Oczywiście wciąż ma on ułomności, a na dokładkę USA nałożyły szereg barier, uniemożliwiających wykorzystanie pełnego potencjału.

Ministerstwo Obrony Izraela ma plan, żeby wdrożyć system nawigacyjny, całkowicie niezależny od GPS.

Jak ma działać izraelska nawigacja?

Lokalizacja GPS będzie wciąż potrzebna, ale tylko w ograniczonym zakresie, a dokładniej na samym początku do ustalenia początkowego położenia i kierunku, w jakim ma się przemieszczać obiekt.

Następnie system czujników będzie dbał o to, żeby obiekt poruszał się dokładnie w wyznaczonym kierunku.

Pomysłodawcy twierdzą, że w przeciwieństwie do GPS, ich system będzie bardziej precyzyjny. Wskazywanie celu i ustalanie odległości nie będzie obarczone tak dużym błędem, a na dodatek zniknie problem z ponownym ustaleniem położenia i kierunku, w razie utraty łączności z satelitą, jak to ma miejsce w przypadku GPS.