Duże platformy mediów społecznościowych, w tym Facebook, Twitter, Instagram i Snapchat, zablokowały Trumpowi możliwość publikowania postów na swoich stronach po styczniowych zamieszkach na Kapitolu, twierdząc, że używał kont do podżegania do przemocy.

Doradca Trumpa, Jason Miller, powiedział w Fox News, że 45. prezydent powróci do mediów społecznościowych „prawdopodobnie za około dwa lub trzy miesiące” z „własną platformą”. Miller nigdy nie wdawał się w szczegóły dotyczące usługi, na przykład czy będzie bardziej podobna do Twittera, czy Facebooka, ale powiedział, że „przedefiniuje grę” i przyciągnie dziesiątki milionów użytkowników.

Co prawda alternatywy dla Twittera, takie jak Parler i Gab, pokazały, że istnieje grupa odbiorców zainteresowana platformami z konserwatywnymi treściami, to inicjatywa Trumpa może napotkać problem innego typu. Będzie nią usługodawca, który zechce “wpuścić” jego serwis społecznościowy na swoje serwery.

Parler spotkał się ze zdecydowaną odmową Apple, Google i Amazona. Mało prawdopodobne, żeby wymienione firmy albo Microsoft chętnie powitały Trumpa wśród swoich klientów. Sądzę, że najbardziej prawdopodobnym scenariuszem będzie ulokowanie serwisu poza USA. O ile rzeczywiście powstanie!

Trump może również paść ofiarą swojego pomysłu. Mam tu na myśli Ustawę o Przyzwoitości Komunikacyjnej, którą mocno forsował podczas swojej kadencji. Zmierzał do ograniczeń prawnych, po tym, jak Twitter zaczął ingerować w nieprawdziwe fakty, jakie publikował w swoich postach.

Sekcja 230 wspomnianej ustawy zabrania firmom internetowym odpowiedzialności za treści użytkowników. Jeśli działałby ten przepis, to Trump może stanąć przed sądem za posty, filmy i obrazy, które użytkownicy udostępniają w przyszłości w jego serwisie.