Duets skupia się wyłącznie na pracy Stinga z innymi gwiazdami sceny muzycznej. Artysta znakomicie zaadoptował własny styl gości, dzięki czemu powstały znakomite wersje jego najbardziej znanych utworów. Z jednej strony mamy na tej płycie klasyków, gigantów, a tym samym pewniaków, a z drugiej eksperymentalne występy z wykonawcami nieco mniejszego formatu, ale za to wnoszącymi do nagrań niebywałą świeżość.

 

Na płycie znajdują się duety zaśpiewane z takimi artystami jak choćby: Mary J. Blige, Herbie Hancock, EricClapton, Annie Lennox,CharlesAznavour, Zucchero, Mylène Farmer, Shaggy, Melody Gardot, Gashi i inni.

Album Duets jest kompilacją pojedynczych utworów. Dlatego też w żadnym razie nie można go traktować jako prezentacji określonego kierunku, czy spójnej historii. Jest to antologia oferująca zbiór starannie wyselekcjonowanych wykonań, które Stingowi udało się przez 20 lat dodać do kolekcji swoich dokonań.

Na płycie udało się położyć nacisk na magię współpracy nad moc gwiazd. Bardziej zagubieni artyści, jak Melody Gardot i Mylène Farmer, pojawiają się wcześnie w kolejności, podczas gdy ciężkie hity, takie jak Annie Lennox i Shaggy, pojawiają się w środku albumu. Utworów w Duets nie można łatwo sklasyfikować jako należące w całości do Stinga. Każdy nabiera własnego życia i nadaje charakter gościnnie pojawiającemu się wykonawcy.

Chociaż akcentuje się wokalistów, garstka gości wnosi swój wkład instrumentalnie. Trębacz jazzowy Chris Botti pojawia się w ostatnim utworze. Sting odkurza piosenkę My Funny Valentine z gustownym wkładem jednego z największych artystów, Herbiego Hancocka. W It’s Probably Me, czyli duecie na głos i gitarę elektryczną, pojawia się legenda rocka Eric Clapton, wykonując powściągliwe bluesowe zagrywki i sugestywne frazy. Nominowany do nagrody Grammy w 1993 roku It’s Probably Me doskonale oddaje burżuazyjno-hipisowski urok Stinga. Barokowe skale i instrumenty akustyczne odbijają się echem jak kameralny występ w jakiejś zacienionej winnicy.

Choć większość duetów jest bardzo udana, a często udaje się im nadać muzyce Stinga nowy, a także nowocześniejsze brzmienie, to trudno oprzeć się wrażeniu, że kilka z nich ucierpiało w produkcji. Czasami troszkę jednak przekombinowano z rytmami tanecznymi, beatami i to może się nie podobać fanom klasycznego brzmienia wykonań Stinga.

 

Przykładami takich dyskusyjnych realizacji, czy wręcz połączeń wokalnych są September z udziałem Zucchero, Reste z GIMS (niedopasowanie wokalistów i stylów), a Rise And Fall zawsze był dla mnie cierpieniem przez wokal Craiga Davida.

Duets to płyta ukazująca Stinga w dwóch wymiarach. Po pierwsze, jako wykonawcę pełnego pasji, i kompozytora tworzącego wspaniałe i wyrafinowane utwory. Po drugie, człowieka potrafiącego wycofać się i oddać sporo blasku współwykonawcy. Razem, te cechy budują świetną atmosferę na płycie.