Nie zawsze był Pan pisarzem. Jak to się zaczęło i co popchnęło Pana do pisania?

Gdybym miał sięgnąć pamięcią do wczesnej młodości, to łatwo wskazałbym winnego. Był nim Sherlock Holmes. Wtedy właśnie zachłysnąłem się opowieściami o londyńskim detektywie i tak mi zostało do dziś. Ale tak serio, to pierwszy raz marzenie o pisaniu powieści kryminalnych, a także o utrzymywaniu rodziny z pisarstwa, pojawiło się w mojej głowie w 2009 roku. Przeczytałem wtedy powieść Harlana Cobena, pt. Najczarniejszy strach, odłożyłem ją na półkę, poszukałem czystego zeszytu i zabrałem się za wymyślenie fabuły kryminalnej. Tak powstał Splot – moja pierwsze, nieopublikowana powieść.

Wyczytałem, że ukrywa ją Pan w szafie…

Tak, w nakładzie pięciu sztuk. Ukrywam ją ze względu na jej znikome walory artystyczne (śmiech).

A jak daleko jest od pracy dziennikarza do pisarstwa?

Bardzo daleko. Przekonałem się o tym wielokrotnie, kiedy naleciałości dziennikarskie sprawiały, że nie umiałem tworzyć przekonujących obrazów w moich tekstach. Pisałem skrótowo, gubiłem rytm, nie umiałem „odpłynąć” narracyjnie. Na szczęście to się zmieniło. Ale myślę sobie, że doświadczenie dziennikarskie przydaje się pisarzowi, chociażby w zakresie przeprowadzenia dobrego researchu.

Robert MałeckiRobert Małecki Fot. Zuza Krajewska / Warsaw Creatives

Od 2016 roku, kiedy podpisał Pan pierwszą umowę, wszystko poszło już bardzo szybko.

To może tylko tak wyglądać. Ale fakt, zadebiutowałem we wrześniu 2016 roku, a w 2019 roku odebrałem dwie najważniejsze nagrody dla pisarzy kryminałów – Nagrodę Wielkiego Kalibru oraz Kryminalną Piłę – obie za powieść Skaza, która rozpoczyna chełmżyński cykl kryminalny z komisarzem Bernardem Grossem. Ale praca przy każdej powieści to krew, pot i łzy. W różnej konfiguracji.

Gdzie i w czym szuka inspiracji autor kryminałów?

Głównie w życiu, bo ono pisze znacząco lepsze scenariusze niż autorzy powieści gatunkowych. Lubię przyglądać się sprawom tajemniczych zaginięć i to zarówno tych w Polsce, jak i na świecie. Myślę sobie, że to niewyczerpalne źródło inspiracji. Głownie dlatego, że za każdym zaginięciem stoi tajemnica, którą wspólnie z Czytelnikiem chciałbym odkryć.

To boli, dlatego wykrzywiam usta w podkowę. Czasami boję się tej starej kobiety. Tata spogląda na mnie i wolno przymyka powieki. Nie jest zły, zresztą on tak szybko się nie złości. Po prostu daje mi znać, że wszystko będzie dobrze, żebym to wytrzymała. Mam nie więcej niż trzy, może cztery lata i niewiele wspomnień tamtej chwili. Siedzę na lodowatej ławce, wciśnięta między ojca a babkę, która strzepuje pyłki z gabardynowego płaszcza. Pomimo niedawnej reprymendy szybko wynajduję sobie nowe zajęcie. Bawię się dużą, zimną dłonią ojca, którą położył na moich kolanach. Palcem wgniatam grube szare żyły układające się w sieć. Biegną tuż pod skórą, łączą się ze sobą i znikają przy szorstkich kłykciach, za którymi są już długie i grube palce. Te żyły są takie miękkie, łatwo poddają się naporowi, ale tylko na moment, tylko na chwilę. W miejscu, w którym uciskam, powstają białe placki.- fragment książki "Zmora".

Co czyta, słucha i ogląda Pan prywatnie?

Z oczywistych względów czytam kryminały, zarówno polskie, jak i zagraniczne. Ale przyznaję, że robię to coraz rzadziej. Chętniej sięgam po literaturę piękną i reportaże. Jeśli chodzi o słuchanie, to w samochodzie wożę większość płyt Marka Knopflera, bo uwielbiam jego kompozycje. Ale z ogromną przyjemnością słucham też utworów zespołu Dżem, a także piosenek Macieja Balcara i grupy Raz Dwa Trzy. Natomiast w kwestii seriali jestem daleko w tyle. Za to z tych ostatnio obejrzanych, największe wrażenie wywarł na mnie „Rojst”. To kawał znakomitego kryminału. Znakomitego nie tylko w warstwie fabularnej, ale przede wszystkim warstwie wizualnej i artystycznej. Do tego trzeba dodać znakomitą grę aktorską i przekonująco odmalowane czasy PRL-u.

Zastanawia się Pan czasami - Co bym zrobił, gdybyś ktoś zaproponował mi ekranizację powieści?

Zgodziłbym się natychmiast. Po pierwsze dlatego, że zobaczenie adaptacji powieści na ekranie musi być interesującym doświadczeniem. Po drugie dlatego, że serial może przełożyć się na zainteresowanie powieściami. A ja z tego się utrzymuję.

To z powodu tego misia? – pyta z uśmiechem na ustach. – No niechże pani nie żartuje. Przecież to śmieszne. Nie mogę wydusić z siebie słowa. Nie chodzi o przy- tulankę, nie dlatego mam łzy w oczach. Chodzi o mnie. O powrót do miasta, z którego uciekłam. O powrót do życia, którego nie chciałam. O to, że świat, który miałam na wyciągnięcie ręki, okazał się nie dla mnie. Że wracam z podkulonym ogonem, bo nie sprostałam wyzwaniom. Moje nazwisko skreślili przy pierwszej turze redakcyjnych czystek. – Nie bierz tego osobiście, Kama – powiedział wtedy mój naczelny, przesuwając palcem po grzbiecie nosa, żeby poprawić okulary. Dla lepszego efektu skrzywił się i podrapał po siwym zaroście. - fragment książki "Zmora".

Ma Pan prywatny ranking swoich powieści? Może jakaś szczególnie ulubiona postać?

Zazwyczaj jest tak, że najbardziej lubię tę najnowszą powieść. To chyba naturalne, ale gdybym miał spojrzeć na pozostałe teksty, to z pewnych względów wymieniłbym Wadę – drugą opowieść z serii o komisarzu Grossie.

Zmora to najnowsza powieść. Może Pan powiedzieć o niej kilka słów?

Z przyjemnością. To thriller kryminalny o niespełnionej dziennikarce, Kamie Kosowskiej, która po latach pracy w Warszawie wraca z podkulonym ogonem do Torunia. Otrzymuje dobrze płatną propozycję wzięcia udziału w programie telewizyjnym poświęconym zaginięciu 7-letniego kolegi z dzieciństwa. Dla Kamy będzie to trudny powrót do przeszłości, bo była jedną z ostatnich osób, które widziały chłopca żywego. A sprawę jego zaginięcia prowadził wówczas ojciec Kamy. Jednak po latach, policjant z tak zwanego „archiwum X”, przygląda się tej sprawie na nowo i zauważa w niej mnóstwo nieprawidłowości.

W tym miejscu postawiłbym kropkę.

Robert Małecki (ur. 1977) – politolog, filozof i dziennikarz, a także nauczyciel kreatywnego pisania i autor poczytnych kryminałów. Uznawany za jednego z najlepszych specjalistów w tej branży.

Laureat Nagrody Wielkiego Kalibru oraz nagrody Kryminalnej Piły za Skazę, a także Nagrody Czytelników Wielkiego Kalibru za Wadę – obie powieści z cyklu z komisarzem Bernardem Grossem. Kryminalne serca czytelników zdobył świetnie skonstruowaną, mroczną i wciągającą do ostatniej strony trylogią z dziennikarzem Markiem Benerem (Najgorsze, dopiero nadejdzie, Porzuć swój strach, Koszmary zasną ostatnie). Jest również autorem znakomicie przyjętego thrillera psychologicznego pt. Żałobnica oraz thrillera kryminalnego pt. Zmora.