Wystarczyło niewiele ponad 7 miesięcy, żeby Sony mogło się pochwalić sprzedażą 10 mln konsol PlayStation 5. Informacje te docierają do nas jako część raportu finansowego firmy za ostatni kwartał, który pokazuje, że koncern tylko między styczniem i marcem dostarczył 3,3 mln egzemplarzy PS5.

Co więcej, w tym samym czasie sprzedał się również grubo ponad milon konsol PlayStation 4, co dobrze pokazuje, że poprzednia konsola firmy wciąż ma się świetnie i nie zamierza łatwo odpuścić.

I nic w tym dziwnego, skoro większość wychodzących obecnie gier wciąż wspiera obie konsole, a do tego na poprzednią generację są one wyraźnie tańsze, więc dla części graczy jest to sytuacja oczywista.

Szczególnie że chociaż faktycznie można skorzystać na szybszych dyskach SSD w PlayStation 5 czy funkcjonalności nowych padów, to różnica w oprawie graficznej nie jest wcale tak duża, jak się spodziewaliśmy przed debiutem next-genów.

Wpływ na takie wyniki firmy ma też oczywiście pandemia koronawirusa, która zamieniła nawyki wielu osób. Są takie, które w czasie lockdownu sięgnęły po gry po raz pierwszy, z braku alternatywy, są takie, które na nowo odkryły wtedy swoją miłość do gier i takie, które w końcu miały więcej czasu na ogranie wszystkiego, co sobie zaplanowały - wszystkie je łączy jedno, większość z nich pozostanie przy grach na dłużej. Wystarczy spojrzeć na subskrybentów PlayStation Plus, których jest już 47,6 mln albo liczbę użytkowników PlayStation Network, których Sony deklaruje ok. 109 mln.

I aż strach pomyśleć, jak wyglądałyby te wyniki, gdyby Sony było w stanie sprostać zapotrzebowaniu na PlayStation 5 - konsola wciąż jest towarem deficytowym, który błyskawicznie znika z rynku, kiedy tylko się na nim pojawia. Mówiąc krótko, koncern ograniczają obecnie tylko własne problemy produkcyjne i rynkowe niedobory podzespołów, bo chętnych na zakup PS5 nie brakuje.