Mariusz Błaszczak wrzucił w poniedziałek na Twittera zdjęcie miniaturowego drona z widocznymi polskimi oznaczeniami i komentarzem "Już wkrótce dobre informacje… stay tuned!" i nie byłoby może w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że to turecki model Bayraktar TB 2. Tajemniczy wpis sugeruje, że polska armia szykuje się do zakupów i to dość kontrowersyjnego rozwiązania, które zdaniem polskich specjalistów może oznaczać kłopoty.

Jak się bowiem okazuje, Turcja nie jest wyłącznym producentem komponentów drona i część z nich importuje, z czym będzie miała coraz większe problemy, bo Kanada i USA postanowiły wyrazić swój sprzeciw wobec polityki tureckiej, blokując dostawy kluczowych komponentów TB-2. Poza tym, okazuje się, że korzystamy z zagranicznych systemów, kiedy mamy możliwości postawić na własne, co jest nie tylko tańsze, ale i znacznie bezpieczniejsze.

Jak twierdzi dr Michał Piekarski w rozmowie z polsatnews.pl:

Jest to pomysł kontrowersyjny. W Polsce posiadamy zdolności do budowy samolotów bezzałogowych (BSL), co udowodniono choćby poprzez udane rozwiązania FlyEye i Warmate. Przy czym w samolotach bezzałogowych najważniejsza jest elektronika - systemy obserwacji i łączności i możliwości ich połączenia z innymi systemami. To już mamy, a sam płatowiec to opakowanie, które możemy opracować sami.

Skąd zatem pomysł, żeby sięgnąć po tureckie drony? Trudno powiedzieć, szczególnie że nie jest to rozwiązanie wybitnie sprawdzone w boju - owszem o dronie Bayraktar TB 2 zrobiło się niedawno głośno, bo w sieci pojawiły się materiały z jego udziałem z walk o Górski Karabach, ale jak tłumaczy wspomniany już ekspert, mowa tylko o konfliktach, gdzie przeciwnik dysponuje słabą obroną przeciwlotniczą. A co w scenariuszach zupełnie odwrotnych? Tego nie wiemy, ale mamy nadzieję, że więcej wie Ministerstwo Obrony Narodowej, skoro szykuje się do inwestycji, stawiając tureckie rozwiązanie nad "narodowym".