Pierwsze, co rzuca się w oczy, to fakt, że zamiast osiemnastu krótkometrażowych animacji (jakie weszły w skład pierwszego sezonu), otrzymujemy ich zaledwie osiem W porządku – powiecie, liczy się jakość, a nie ilość. Niestety pod tym względem kontynuacja również wypada słabiej.

Historie z pierwszego sezonu zapadały w pamięć, te nowe cieszą co najwyżej przez chwilę. Prawdę powiedziawszy, pisząc ten tekst, musiałem sobie przypomnieć, o czym właściwie były, a przecież oglądałem je dosłownie dwa dni temu. Dla przykładu Automatycz-

na obsługa klienta i Life Hutch to nieszczególnie zajmujące historyjki o buncie maszyn. Śnieg na pustyni to bardzo przewidywalna opowieść o nieśmiertelności, nieposiadająca niestety praktycznie żadnej głębi. Wysoka trawa to z kolei połowicznie udana próba stworzenia animowanego horroru.

Ale nie wszystkie animacje wypadają kiepsko. Bardzo dobrze na tle wspomnianych produkcji prezentuje się choćby Straszny dom, który opiera się na ciekawym pomyśle, który można byłoby zamknąć w słowach „A co jeśli Święty Mikołaj jest tak naprawdę obcym z kosmosu?".

Jest też bardzo oryginalna i zupełnie inaczej skonstruowana opowieść Olbrzym, który utonął, w której wyrzucone na brzeg morza ciało gigantycznego

Hominoidea staje się źródłem fascynacji dla miejscowej ludności i prowokuje do rozważań nad przemijaniem. Jest także Regulator ukazujący losy policjanta, który w dalekiej przyszłości walczy z plagą przeludnienia planety.

No i Lód... moim zdaniem perełka w dość przeciętnym zestawie zaserwowanym przez twórców drugiego sezonu produkcji Miłość, śmierć i roboty. Lód, który opowiada prostą, ale cudownie podaną historię dwóch braci i pewnego niesamowitego wyścigu. Obłędna warstwa audiowizualna i niepowtarzalny klimat sprawiają, że do tej opowieści chce się wracać.

Podsumowując, po drugim sezonie wiele osób oczekiwało więcej niż tylko pięknego pokazu możliwości współczesnej animacji. Niestety pod względem fabularnym większość epizodów prezentuje się przeciętnie. Brakuje też pomysłowości charakterystycznej dla pierwszego sezonu. Jest jeszcze jedna różnica, która z pewnością rzuci się w oczy wielu widzom – dynamika. W pierwszym sezonie opowieści były impulsywne, działo się w nich bardzo dużo, nie brakowało też efektownych starć, brutalności i charakteru.

W kontynuacji wszystko zwolniło i stało się w pewnym sensie kameralne. Miłość, śmierć i roboty to jednak w dalszym ciągu bardzo dobra rozrywka i miła odskocznia od klasycznych netflixowych produkcji.

W sieci pojawiły się już doniesienia o trzecim sezonie. Cieszy fakt, że projekt będzie kontynuowany. Jest to przecież doskonała okazja dla młodych twórców, którzy mogą spróbować swoich sił w tym przedsięwzięciu.

Dla widzów to z kolei obietnica kolejnych interesujących dzieł pokazujących potęgę współczesnej animacji. Miejmy jednak nadzieję, że sezon trzeci nawiąże raczej do pierwszej, a nie drugiej odsłony cyklu.