Nie jest łatwo pisać o The Call bez zdradzania kluczowych elementów fabuły. W największym skrócie jest to historia Seo-yeon, która odkrywa, że dzięki staremu telefonowi może połączyć się z młodszą od niej dziewczyną Young-sook.

Nie byłoby w tym oczywiście niczego nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że obie bohaterki znajdują się w tym samym  domu, ale druga z nich żyje 20 lat wcześniej. Połączenia telefoniczne umożliwiające rozmowę osoby z przyszłości z osobą z przeszłości (lub odwrotnie) otwierają rzecz jasna różne możliwości. Zwłaszcza że zmiana wydarzeń sprzed 20 lat wpływa na to, co dzieje się w teraźniejszości.

Siłą koreańskiej produkcji jest jej kameralność. Większa część akcji toczy się w dość mrocznym domu lub malutkiej miejscowości, w której znajduje się ten budynek. Jesteśmy jednak świadkami wydarzeń mających miejsce obecnie i przed dwudziestoma laty. W te przenikające się wzajemnie elementy wplątane zostają losy dwóch głównych bohaterek. Relacje, jakie je łączą, zmieniają się z biegiem czasu.

Wzajemna pomoc w trudnych chwilach prowadzi do przyjaźni, której nie przeszkadza nawet 20-letnia różnica w czasie. Nić łącząca Seo-yeon i Young-sook może jednak w każdej chwili zostać zerwana. A czy można sobie wyobrazić potężniejszą broń niż umiejętność wpływania na wydarzenia z przyszłości?

Kolejną bardzo mocną stroną The Call jest obsada. Park Shin-hye oraz Jeon Jong-seo wypadają znakomicie, a zadanie postawione przed nimi nie należy do łatwych. Aktorki są obecne właściwie przez cały czas trwania filmu i to na nich spoczywa ciężar utrzymania napięcia, przedstawienia charakterów głównych postaci oraz opowiedzenia interesującej historii.

Świetnie wypada też w The Call mieszanie i przenikanie się różnych filmowych gatunków. Mamy tu pełen emocji dramat, thriller, ale też dużo elementów horroru i motywy rodem z science-fiction.

The Call  to również doskonały przykład tego, z czym azjatyckie kino radzi sobie najlepiej – tworzenia obrazów. Prowadzenie kamery, oświetlenie, budujące nastrój ujęcia, brak pośpiechu.

Wszystko jest tu inne niż w hollywoodzkich produkcjach. Dzięki temu możemy lepiej poznać bohaterów, przestrzeń, w której rozgrywa się opowieść, ale też chłonąć atmosferę małej koreańskiej miejscowości i otaczających ją terenów. Jest coś niesamowitego w tym, jak dalekowschodnie kino radzi sobie z tymi zagadnieniami. Jak bardzo różni się w sposobie opowiadania historii. The Call jest w tym klimacie całkowicie zanurzone.

Czy warto zatem sięgnąć po południowokoreański dreszczowiec? Zdecydowanie tak. Na polskim podwórku przeszedł raczej bez echa. Może dlatego, że wiele osób wciąż nie do końca rozumie kino dalekiego wschodu. Moim zdaniem The Call śmiało można nazwać jednym z lepszych thrillerów 2020 roku.