Film opowiada historię czteroosobowej, średniozamożnej rodziny, w której każdy z członków na swój sposób radzi sobie z trudami codziennego życia. Na czoło wysuwają się losy dwóch braci. Pierwszy z nich, A-Hao wydaje się idealnym synem, poukładanym, pomocnym, umiejącym zaplanować swoją przyszłość. Drugi, A-Ho trafia w szemrane towarzystwo, co nieuchronnie prowadzi go do coraz większych kłopotów. Obu braci łączą postaci rodziców, również bardzo od siebie się różniących.

Ojciec to człowiek uparty, wierzący w zasady, nieukazujący uczuć, ale kochający swoje dzieci. Matka to z kolei kobieta bardzo życiowa. Umiejąca radzić sobie w każdej sytuacji. Zdolna do poświęceń i w praktyce scalająca wszystkie te indywidualności w prawdziwą rodzinę. Zadanie to nie jest łatwe, bo oprócz problemów finansowych pojawiają się znacznie poważniejsze kłopoty, w które pakuje się A-Ho. Złą passę pieczętuje pewna rodzinna tragedia.

A Sun to opowieść o konsekwencjach wyborów, które podejmuje każdy człowiek. Przeszłości, która wpływa na teraźniejszość i przyszłość. To również historia o trudach zwykłego życia, rodzinnych tragediach, relacjach międzyludzkich, sprawiedliwości losu, a raczej jej braku.

Jeśli szukacie dynamicznego, lekkiego filmu na piątkowy wieczór, albo pięknego obrazu prezentującego malownicze scenerie dalekiego wschodu, to zdecydowanie trafiliście pod zły adres.

A Sun nie jest filmem łatwym. Wszystko wydaje się w nim toczyć w powolnym tempie. Jest tu miejsce na rozbudowane dialogi, dokładne zarysowanie charakterów poszczególnych postaci, łączących ich relacji. Jest też czas na przedstawienie tła, w którym ulokowane zostały wydarzenia. Mówiąc o tym filmie, warto wspomnieć o poziomie dialogów, które podobnie jak same postaci są skonstruowane na najwyższym poziomie. Niejednokrotnie analizowałam je, zapominając o tym, co dzieje się wokół rozmawiających bohaterów. Każdy z nich mówi w inny sposób, każdy ma swoją życiową mądrość, swoją głębię. To wszystko daje poczucie prawdziwości i namacalności.

Jest jeszcze coś niesamowitego w tej tajwańskiej produkcji. Jakaś niezwykła umiejętność zaszczepienia w widzu wrażliwości. Nie ma tu ludzi tylko dobrych i tylko złych. Każdy jest zbudowany z tego, czego w swoim życiu doświadczył, a co za tym idzie niezwykle wiarygodny.

Oglądając „A Sun" można poczuć się tak, jakby było się częścią tej historii. Dodatkowym członkiem rodziny, który obserwuje z boku bieg wydarzeń, przeżywa je, próbuje odnaleźć się w niełatwych sytuacjach. Ale tak jak w prawdziwym świecie, tak i tu nie ma rozwiązań prostych i gwarantujących wyjście obronną ręką z wszelkich przeciwności losu. Bo życie podsuwa nam rzeczy niejednoznaczne, niewyjaśnione i nieodgadnione.

A Sun zgarnął sześć statuetek Złotego Konia – bardzo prestiżowej nagrody dla filmów chińskojęzycznych. Sukces ten zdecydowanie nie jest przypadkiem. Cieszy fakt, że tego typu obrazy można teraz obejrzeć w Polsce, do czego zdecydowanie zachęcam.