Zamknęły więc całą magię, którą władały, w magicznym, ochronnym krysztale. Pięć królestw, na które rozpadła się kraina, walczyło o ten relikt przez kilkaset lat. Tytułową bohaterkę, Rayę, poznajemy gdy mroczna siła kolejny raz uderza w świat i zdaje się być nie do powstrzymania. Dziewczyna – młoda, uzdolniona wojowniczka – wierzy, że na świeciepozostał w ukryciu ostatni smok, Sisu, który pomoże jej uratować ludzi i zjednoczyć pięć zwaśnionych królestw. Wyrusza zatem, aby go odnaleźć, a przy tym poznać otaczający ją świat.

Raya i ostatni smok to przepiękny, widowiskowy seans, który – jak przystało na animację Disneya – spodoba się zarówno dzieciom, jak i dorosłym. Ogromnym plusem tej opowieści jest kreacja głównej bohaterki. Nasza protagonistka nie jest postacią jednowymiarową.

Jest odważna, ciekawa świata, zainteresowana losem innych ludzi, ale popełnia błędy. Wraz z biegiem czasu powoli uczy się otaczającego ją świata i poznaje nowych sojuszników, którzy zmieniają jej postrzeganie rzeczywistości. Jednym słowem Raya dorasta zarówno fizycznie, jak i psychicznie.

Cieszy też fakt, że Disney kolejny raz na pierwszy plan wysuwa postać kobiecą, w dodatku ewidentnie inspirowaną wschodnioazjatyckim kręgiem kulturowym. Niestety nie potrafię powiedzieć, jak wypada polski dubbing. W wersji anglojęzycznej, którą oglądałem, Raya mówi głosem Kelly Marie Tran i trzeba przyznać, że aktorka głosowa wykonała kawał dobrej roboty. Miejmy nadzieję, że w polskiej wersji nie zgubi się ta charakterystyczna zadziorność głównej postaci.

Towarzysze naszej heroiny to również przepiękna mieszanka, zarówno pod względem charakterów, jak i samego wyglądu. Mamy tu smoczycę Sisu – roztrzepaną, beztrosko radosną, uroczo naiwną, stanowiącą całkowite przeciwieństwo stonowanej i rozważnej Rayi. Mamy też wielkoluda o gołębim sercu i gadatliwego kapitana łajby, no i jeszcze bandę małpich złodziejaszków, którym przewodzi... niemowlę. Sami widzicie, że drużyna Rayi to prawdziwie wybuchowa mieszanka.

Jeśli chodzi o fabułę tej animacji Disneya, to na pierwszy rzut oka wydaje się ona kalką z innych dzieł tego studia. Na szczęście w rzeczywistości jest zupełnie inaczej. Raya i ostatni smok to oryginalna i bardzo wciągająca historia. Potrafi nieco zaskoczyć i sprawić, że nie będziemy się nudzić ani przez chwilę.

Żadna dobra animacja nie może obyć się bez dobrej muzyki. Nie inaczej jest w tym przypadku. Raya i ostatni smok, jak już wcześniej wspomniałem, jest obrazem mocno osadzonym w klimatach azjatyckich. Przejawia się to również w warstwie dźwiękowej. Mamy tu melodie rodem z orientu, ale niekiedy w umiejętny sposób są one przeplatane bardziej nowoczesnym brzmieniem. Cała kompozycja doskonale wpisuje się w klimat opowieści i dodaje jej charakteru.

Na koniec jeszcze dwa słowa o warstwie wizualnej. W tej kategorii Raya i ostatni smok to prawdziwe arcydzieło. Disnejowscy magicy od CGI wykonali niesamowitą robotę, a efekty sprawiają, że film ten ogląda się jak prawdziwą animowaną perełkę.

Ruszajcie zatem w stronę przygody. Dołączcie do kolorowej drużyny prowadzonej przez dzielną Rayę. Z pewnością nie będziecie rozczarowani.