Jakiś czas temu serwisy z pirackimi treściami były pełne filmów nagrywanych w kinach za pomocą kiepskich kamer, ale zjawisko to dawno straciło na popularności. No bo po co dręczyć się filmem kiepskiej jakości, skoro można iść do kina za kilkanaście złotych albo za kilkadziesiąt miesięcznie zapewnić sobie nielimitowany dostęp do ogromnej biblioteki któregoś z serwisów streamingowych? Szczególnie teraz, kiedy większość premier kinowych odbywa się na całym świecie w zbliżonym terminie, a część już w dniu premiery trafia na platformy streamingowe.

Najwyraźniej są jednak osoby, które wciąż to robią, bo w Japonii właśnie aresztowano mężczyznę, który nagrywał w kinie anime, żeby później ponownie obejrzeć je w domu. 50-latek z Osaki postanowił nagrać sobie Detective Conan: The Scarlet Bullet i nie był przy tym wybitnie dyskretny, więc cały proceder zauważyli inni klienci - źródło nie podaje wprost, czy to właśnie oni poinformowali o tym obsługę kina, ale ostatecznie mężczyzna przyznał się do winy i tłumaczył, że film tak mu się podobał, że chciał ponownie obejrzeć go w domu. 

I choć brzmi to jak niewinne przewinienie, to naruszenie Japanese Copyright Act jest przestępstwem zagrożonym karą nawet 10 lat pozbawienia wolności! Dlatego też w kinach można zobaczyć specjalne ostrzeżenia w formie filmów, które mają zniechęcić oglądających do takiej aktywności i nie da się ukryć, że są zdecydowanie ciekawsze niż wyświetlane u nas plansze tekstowe.

Czy skuteczniejsze? Trudno powiedzieć, ale świadomość wysokiej kary powinna zrobić swoje. Przypominamy też, że z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia 4 lata temu w Stanach Zjednoczonych, kiedy to aresztowano dwóch mężczyzn za nagrywanie filmu Szybcy i wściekli. Raczej nie było warto...