Warto zapoznać się z kinematografią rodem z dalekiego wschodu, bo niekiedy można się natknąć na tak dobre filmy, jak Złodziejaszki.

Współczesna Japonia kojarzy się nam z krajem wysokorozwiniętym i bogatym. Hirokazu Koreeda ukazuje jednak jego ciemną stronę. Główni bohaterowie jego filmu Osamu i Nobuya mieszkają wraz z dwójką dzieci i nestorką rodu w malutkim domu na przedmieściach Tokio. Wszyscy skupieni są na kilku metach kwadratowych, utrzymując się z pieniędzy otrzymywanych co miesiąc przez starszą panią oraz drobnych kradzieży.

Złodziejaszki rozpoczynają się sceną, w której Osamu wraz z kilkuletnim synem – Shotą, kradną ze sklepu jedzenie na kolację. Dużą rolę w tym procederze odgrywa małe dziecko, które odpowiednio przeszkolone, za pomocą dyskretnych gest闚 potrafi pokazać ojcu, kiedy bezpiecznie można ukraść poszczególne przedmioty. Po wszystkim Osamu tłumaczy Shocie, że tak naprawdę nie robią niczego złego, bo rzeczy w sklepie, zanim zostaną kupione, nie należą do nikogo.

W drodze powrotnej do domu ojciec i syn spotykają Yuri – kilkuletnią dziewczynkę, która uciekła od poważnie zaniedbujących ją rodziców. Osamu tym razem tłumaczy swojemu synowi, że skoro nie wezmą za nią okupu, to trudno taki czyn nazwać porwaniem.

To właśnie Yuri stanie się osiądalszej historii. To ona zostanie wpasowana przez jej nową rodzinę do ich stylu życia. To ona również odmieni wszystkich mieszkańców mikroskopijnego domu znajdującego się na przedmieściach Tokio. To ona wreszcie doprowadzi do tego, że na jaw wyjdą różne, ukrywane dotychczas fakty.

Nagrodzone Złotą Palmą w Cannes Złodziejaszki to obraz misternie skonstruowany i wymykający się zaszufladkowaniu. Film potrafi momentami wzruszyć, a innym razem rozbawić. Przede wszystkim jednak zmusza do zwrócenia uwagi na problem biedy i alienacji. Dzieło Koreedy dalekie jest jednak od taniego moralizatorstwa. Nie próbuje szantażować widza emocjonalnie. Zamiast tego przedstawia prawdziwy miks gatunkowy, który wciąga od pierwszej minuty.

Azjatyckie kino ma też to do siebie, że często nie powiela kalek, do których przyzwyczailiśmy się w twórczości europejskich i amerykańskich reżyserów. Dla przykładu wątek „porwania" dziecka, którego dopuszczają się bohaterowie Złodziejaszków, byłby zapewne w zachodnich produkcjach motywem dominującym, podkreślonym odpowiednią dozą dramaturgii. U Koreedy jest to tylko jedna z wielu nitek, które plączą się ze sobą, tworząc kłębek niezwykle interesujących historii, których bohaterami są ludzie reprezentujący najniższą warstwę społeczną.

Japoński reżyser w genialny sposób prowadzi swoją opowieść, która rozsiana jest w kilku równoległych wątkach. Każdy bohater Złodziejaszków jest ważny, odgrywa istotną rolę, ma swoje pięć minut na ekranie. Nic nie jest też w tym obrazie ukazane jako jednoznaczne, czarno-białe.

Złodziejaszki to fenomenalna produkcja, która zachwyci każdego, kto w kinie ceni sobie głębię opowieści. Nie potrafię sobie przypomnieć zachodniego filmu, który w ostatnich latach w tak wspaniały sposób ukazywałby relacje międzyludzkie, niosąc przy tym ze sobą coś znacznie ważniejszego niż tylko rozrywkę.