W 1940 roku podjął próbę przedostania się do Francji, aby wstąpić tam do formowanego właśnie Wojska Polskiego. Aresztowany przez żandarmerię w pobliżu granicy węgiersko-jugosłowiańskiej został przekazany Niemcom, a następnie trafił z pierwszym transportem więźniów do obozu koncentracyjnego Auschwitz.

Do historii przeszedł jako bokser walczący właśnie w obozach – najpierw Auschwitz-Birkenau, a następnie Neuengamme i Bergen-Belsen. Według różnych szacunków Teddy stoczył tam od 40 do 60 pojedynków. Jedne źródła mówią, że wygrał wszystkie. Inne podają, że przegrał tylko raz, z Leen Sandersem, holenderskim mistrzem w wadze średniej. Walczący w wadze koguciej Pietrzykowski stawał naprzeciwko znacznie cięższych przeciwników – w tym przedwojennego wicemistrza Niemiec w wadze średniej Waltera Dunninga.

Film Macieja Barczewskiego pt. „Mistrz" opowiada historię niezwykłego polskiego pięściarza, który swoim talentem, siłą i wytrwałością wywalczył sobie przetrwanie w obozie zagłady. Głównego bohatera poznajemy już w rzeczywistości obozowej. Nie zostają tu przedstawione jego losy w czasach międzywojennych, gdy wygrywał pierwsze walki na warszawskich ringach. Nie zostały również przedstawione wydarzenia, w wyniku których Teddy trafił 

do Auschwitz. Barczewski skupia się na tym, co działo się za bramą ze słynnym napisem „Arbeit macht frei".

Obóz jest tu mikrokosmosem, miejscem, z którego nie można się wydostać. Istnieje tylko to, co znajduje się wewnątrz terenu otoczonego drutem kolczastym. Na zewnątrz nie istnieje nic, nie ma innego świata. Wbrew pozorom „Mistrz" nie jest przede wszystkim kinem sportowym, chociaż sceny walk są w tym filmie istotne i zostały wykonane na naprawdę niezłym poziomie. Jest to jednak głównie opowieść o przetrwaniu i umiejętności walki w sytuacji skazanej na porażkę. Znamy ten obraz z wielu polskich filmów o tematyce wojennej. W tym przypadku został on jednak ubrany w sportowe szaty, przez co nie jest aż tak nachalny. Oczywiście Teddy jest w pewnym sensie uosobieniem całego narodu. Filmowy Pietrzykowski słyszy nawet od swojego młodego przyjaciela słowa „Ty już nie walczysz dla siebie, walczysz dla nas wszystkich".

Mimo wszystko wydaje mi się jednak, że „Mistrz" ustrzegł się przesadnego patosu, co nie jest łatwym zadaniem w przypadku filmu, którego akcja dzieje się w obozie zagłady. Duża w tym zasługa grającego główna rolę Piotra Głowackiego. Udało mu się stworzyć postać wiarygodną, pełnokrwistą, prawdziwą. Czasami jego Pietrzykowski staje się co prawda pomnikowy, ale w ostatecznym rozrachunku śledzimy jego losy z przejęciem.

Posępny klimat filmu budują doskonałe zdjęcia Witolda Płóciennika oraz rewelacyjna muzyka Bartosza Chajdeckiego. Nieźle wypadają również bohaterowie drugoplanowi – zwłaszcza ci odgrywający swoje role w języku niemieckim.

Jest też w filmie Barczewskiego kilka przerażających obrazów, które zapadają w pamięć.

„Mistrz" nie jest arcydziełem, ale z pewnością warto poświęcić czas na to, aby zobaczyć ten film w kinie. Jest to dobrze zrealizowana opowieść o niezwykłym człowieku – historia, którą koniecznie trzeba poznać.