Wygląda na to, że wszyscy powinniśmy brać przykład z Kalifornii, która nieustannie wprowadza regulacje mające na celu ochronę środowiska. Właśnie dowiadujemy się o kolejnych, a mianowicie od 2030 roku wszystkie autonomiczne samochody dostawcze działające w tym stanie będą musiały charakteryzować się bezemisyjnością.

Prawo zostało już podpisane przez gubernatora Gavina Newsoma, który ma już na koncie kilka podobnych przepisów - wystarczy tylko przypomnieć, że w 2020 podpisał rozporządzenie wykonawcze, na mocy którego od 2035 roku w Kalifornii nie będzie można sprzedawać nowych aut zasilanych benzyną i dieslem.

- Jesteśmy wdzięczni Kaliforni za zapewnienie, że to będzie branżowy standard. Przemysł samochodów autonomicznych jest dumny z wskazywania drogi do redukcji emisji gazów cieplarnianych w miastach, dlatego od samego początku stawialiśmy na w pełni elektryczną bezemisyjną flotę - komentuje Prashanthi Raman, szef Cruise, czyli jednej z amerykańskim marek produkujących takie właśnie pojazdy.

Dlaczego powinniśmy zaś brać przykład z Kalifornii? Jak bowiem wynika z wielu analiz sektor transportowy jest największym jednostkowym źródłem gazów cieplarnianych, w którym za ponad połowę emisji odpowiadają właśnie samochody dostawcze.

Ograniczenie ich szkodliwego wpływu nie pozostanie więc bez znaczenia, chociaż jest tu jeden problem… samochody autonomiczne to zaledwie ułamek z 15 mln pojazdów na kalifornijskich drogach. Co więcej, takie firmy jak Cruise i Waymo, czyli dwa największe koncerny odpowiadające za usługi przewozowe w tym stanie, już mają niemal całkowicie elektryczną flotę.

Mówiąc krótko, nowe kalifornijskie regulacje są raczej sposobem na zapobieganie nadmiernej emisji gazów cieplarnianych w przyszłości, kiedy samochody autonomiczne staną się powszechne i będą miały okazję zostać ogromnym źródłem zanieczyszczeń niż metodą na poprawę obecnej sytuacji. Niemniej, Kalifornia przynajmniej się stara…