Takie właśnie podejście ma Salwador, który nie tylko solidnie zainwestował w Bitcoina, ale i rozpoczął właśnie wydobycie tej kryptowaluty. Zdając sobie jednak sprawę z publicznej debaty na temat szkodliwości klimatycznej tego zjawiska, robi to z wykorzystaniem zielonych źródeł energii, a konkretnie wulkanicznej energii geotermalnej.

Nie da się bowiem ukryć, że kopanie Bitcoina to bardzo energożerne zajęcie - zarówno sam proces, jak i chłodzenie maszyn, które muszą mieć odpowiednią temperaturę, by wydajnie pracować. A że pod ręką był wulkan…

Cała inwestycja jest zasilana przez bezemisyjną elektrownią geotermalną Volcanode, która została ogłoszona w czerwcu i właśnie stała się rzeczywistością. I choć Bitcoiny wydobyte od czasu startu nie wyglądają zbyt imponująco, bo prezydent Salwadoru, Nayib Bukele, poinformował o 0.00599179 BTC, co w przeliczeniu daje jakieś 285 USD, ale inicjatywa dopiero się rozkręca.

Ekipy mają wciąż testować i instalować na miejscu potrzebny sprzęt, więc w ciągu najbliższych miesięcy należy się spodziewać znacznie lepszych wyników.

Oczywiście pod warunkiem, że po drodze nie wystąpią komplikacje - techniczne czy nawet polityczne, bo jak wiadomo takie projekty zawsze budzą mieszane uczucia. A czy wydobycie będzie wystarczające, by miało faktyczny wpływ na krajową gospodarkę?

Trudno ocenić, ale takie inicjatywy z pewnością uwiarygadniają kryptowaluty i pokazują, że gadanie o spekulacyjnej bańce możemy odłożyć między bajki, bo ta forma płatności nie tylko nigdzie się nie wybiera, ale dopiero rozkręca. Mówiąc krótko, z zainteresowaniem czekamy na kolejne doniesienia z Salwadoru, by przekonać się, czy zostanie potentatem bitcoinowym :)