To oczywiście kontrowersje, które mogą wpłynąć na wynik kasowy nowej produkcji Disneya. Skupmy się jednak na tym, jak prezentuje się sam film. Pierwsze co nasuwa mi się na myśl po wyjściu z kina to fakt, że warto (zdecydowanie warto) zobaczyć ten film na wielkim ekranie. „Mulan" to niesamowite widowisko pełne wspaniałych efektów wizualnych. 

Prosta, ale wciągająca historia dziewczyny, która w męskim przebraniu walczyła w chińskiej armii z obcym najeźdźcą, zostaje tu okraszona zapierającymi dech w piersiach sceneriami, a także pełnymi dynamiki scenami akcji. Dodajmy do tego niesamowitą grę kolorami, przywodzącą na myśl kultowy w wielu kręgach film „Hero" z 2002 roku, a otrzymamy przepiękną kompozycję, która zostaje w głowie widza na długo po zakończeniu seansu.

Recenzja Diablo II: Resurrected. Tyle samo frajdy co 20 lat temu!

Obawy niektórych fanów, że nowa wersja „Mulan" będzie jedynie odświeżeniem starego, sprawdzonego tematu w celu wyciągnięcia pieniędzy z portfeli fanów klasycznej opowieści okazały się nieuzasadnione. Aktorska wersja jest dziełem autonomicznym, nawiązującym do wielu elementów przedstawionych w pierwowzorze, ale nie kopiującym niczego jota w jotę. 

Historia Mulan stała się znacznie dojrzalsza. Elementy fantastyczne nie są już tak mocno wyeksponowane (dla przykładu mały smok Mushu towarzyszący animowanej protagonistce teraz obecny jest jedynie symbolicznie). W filmie zrezygnowano też z elementów musicalowych, charakterystycznych dla klasycznych animacji disneyowskich. 

Recenzja filmu "Mistrz". Świetna rola Piotra Głowackiego i historia, którą warto poznać

Twórcy aktorskiej wersji „Mulan" zdecydowali się za to na pokazanie mrocznych aspektów wojny. Nie brakuje tu nawet takich obrazów, jak stos zmarłych, który pozostał po rzezi dokonanej przez najeźdźców. Wszystko jest jednak dobrze zbalansowane i nie znajdziemy tu zbędnego epatowania brutalnością. W końcu film ma kategorię PG-13 i nikt o tym ani na chwilę nie zapomina.

Po obejrzeniu „Mulan" nie sposób nie zauważyć, że reżyserka Niki Caro myślała podczas konstruowania nowej wersji tej opowieści o kobietach, czy też raczej dziewczynkach. Film ten, podobnie zresztą jak animacja, ma bowiem silnie zarysowany wątek feministyczny. Wszak główna bohaterka musi mierzyć się z wieloma przeciwnościami losu w świecie, w którym miejsce kobiety jest jednoznacznie określone. Buntowniczka Mulan dokonuje trudnych wyborów, nie porzuca jednak przy tym rodziny i najważniejszych wartości. Jestem przekonany, że historia Mulan będzie dla wielu młodych dziewczyn inspirująca i pomoże im uwierzyć we własne marzenia. Nie znaczy to oczywiście, że męska część publiczności nie odnajdzie się w nowej produkcji Disneya – wręcz przeciwnie. Historia ma wszak bardzo uniwersalny wydźwięk.

Chociaż „Mulan" sięga po nowoczesne sposoby tworzenia opowieści, to gdzieś głęboko w swoim rdzeniu jest w stu procentach klasycznym dziełem Disneya, wiernym zasadom stosowanym od dziesięcioleci. Jest to bez wątpienia opowieść o walce dobra ze złem, która ma na celu przekazanie prostego przesłania. Starsi widzowie mogą nawet narzekać na to, że momentami staje się ona nieco naiwna i zbyt banalna. Nie jest to jednak wada, która przeszkadzałaby w ogólnym odbiorze filmu.

Recenzja serialu "Rojst'97". Genialna fabuła, świetne postaci i klimat lat 90-tych

„Mulan" to wspaniała baśń ubrana w przepiękne, efektowne, nowoczesne szaty. Drobne wady nie psują całości dobrze skonstruowanego obrazu. Jest to też film, który nie zważa na różnicę wieku widzów. Historia wojowniczej dziewczyny zauroczy zarówno najmłodszych, jak i znacznie starszych odbiorców.