Ruszajmy zatem przez ulice Budapesztu…

Węgry to co prawda jeszcze nie Półwysep Bałkański, ale wszystko wydaje się już tutaj mieszać, gotować, bulgotać, jak w tym bałkańskim kotle. Szczerze powiedziawszy, jadąc do stolicy tego kraju, nie spodziewałem się takiej różnorodności. Miałem w głowie dość stereotypowe rzeczy – powtarzaną z chęcią nad Wisłą sentencję „Polak, Węgier, dwa bratanki...", potrawy, z którymi kojarzą się Węgry statystycznemu Polakowi i trochę wiadomości serwowanych przez nasze media, dotyczących głównie premiera Viktora Orbána... Jednak przez tych kilka dni pobytu w Budapeszcie cały ten wizerunek Węgier zupełnie nie współgrał z tym, co widziałem i czego doświadczyłem.

Węgierska historia to temat na kilkutomową pracę naukową, nie będę się zatem tu na ten temat rozpisywał. O tym, że nie raz i nie pięć łączy się ona z historią Polski też raczej nikomu nie trzeba przypominać. W samym Budapeszcie dawną potęgę tego miasta i całego kraju widać na każdym kroku. Budynek parlamentu, Zamek Królewski, Bazylika św. Stefana... lista imponujących budowli jest naprawdę długa.

Widok z mostów łączących Budę i Peszt zapiera dech w piersiach. Panorama miasta, którą zobaczyć można ze Wzgórza Gellerta, nie pozostawia złudzeń co do tego, że było to niegdyś jedno z ważniejszych miast Europy. Większość wspomnianych budowli jest w dodatku przepięknie podświetlona. Całe centrum miasta warto zatem zwiedzić dwukrotnie – raz w dzień, a raz już po zmroku. 

Nie wszystko jest jednak w Budapeszcie tak piękne, jak skąpany w blasku reflektorów budynek parlamentu. Całkiem sporo tu ulic, na których większość sklepowych witryn jest pusta. Sporo tu włóczęgów i bezdomnych. Wyglądają w dodatku na stały element krajobrazu, bo policja nie robi sobie z ich powodu żadnego kłopotu.

Z jednej strony Budapeszt jest bardzo węgierski, historyczny, narodowy – zwłaszcza jeśli ruszy się bez celu w stare miasto. Gdy zacznie się błądzić wąziutkimi uliczkami pełnymi małych knajpek, na które spoglądają wszędobylskie posągi przedstawiające postaci, które dla madziarskiej duszy i serca są w jakiś sposób ważne. Z drugiej strony spora część miasta – akurat ta, w której pomieszkiwałem – została skolonizowana przez Azjatów i czułem się tam niekiedy tak, jakbym przemierzał nocny market w tajwańskim Taichung. 

Kupujemy balię do ogrodu. Jak się przygotować, jak wybrać balię i ile to kosztuje?

Swoją drogą zakumplowałem się nawet z pewnym Indonezyjczykiem, właścicielem malutkiej restauracji serwującej obłędnie dobre jedzenie. Kilkukrotnie wspominał on, że Budapeszt to kocioł różnych kultur i świetne miejsce dla obcokrajowców. Dodał też, że w stolicy Węgier trwają właśnie prace nad budową chińskiego uniwersytetu, który ma w przyszłości kształcić ogromną liczbę studentów pochodzących z Państwa Środka. Informacji tej nie udało mi się jednak nigdzie potwierdzić, rzucam ją zatem tylko jako ciekawostkę.

Czy warto zatem odwiedzić Budapeszt? Oczywiście, że tak. Warto to zrobić choćby po to, aby móc przespacerować się po pięknym parku położonym na Wyspie Małgorzaty, wybrać się w rejs po Dunaju, albo odwiedzić słynną halę targową pełną świeżych warzyw i owoców, a także różnego rodzaju papryki. Warto odwiedzić Budapeszt choćby po to, aby wspiąć się na wspomniane wcześniej Wzgórze Gellerta, a stamtąd ruszyć spacerem aż po mury Zamku Królewskiego i strzelistej wieży kościoła Macieja. Warto wreszcie wybrać się do stolicy Węgier z powodu jadzenia i trunków wszelakich. 

Dla mnie obowiązkowym punktem podczas tego wypadu było zjedzenie halászlé w jednej z restauracyjek mieszczących się tuż przy Dunaju. Ostra, czerwona od papryki zupa rybna to prawdziwy specjał tamtejszej kuchni, a jej smak jest naprawdę niepowtarzalny. Nie można też zapomnieć o winie – to przecież jedna z węgierskich wizytówek, znanych niemal na całym świecie.

Nie miałem niestety zbyt dużo czasu na zwiedzanie Budapesztu. Wszystkie najważniejsze punkty musiałem odwiedzić troszkę w locie, bo w najbliższych dniach czekają na mnie kolejne kraje i atrakcje.

Muszę Wam jednak szczerze powiedzieć, że podoba mi się ten jeszcze nie do końca bałkański kocioł. Płynąłem ulicami Budapesztu bez celu, tak jak lubię najbardziej i czułem się dobrze, po prostu dobrze...

5 rzeczy, które powinieneś wiedzieć o Echo Dot 4. Testowaliśmy okrągły głośnik od Amazona

Polecam Wam zatem ten kierunek podróży. Węgry leżą przecież niedaleko naszego kraju. Nie musicie nawet korzystać z samolotu, bo z Warszawy i Katowic kursuje nocny pociąg mknący prosto do monumentalnego dworca Keleti w Budapeszcie.