Taką produkcją jest „Cicha noc" Piotra Domalewskiego – film już niemal czteroletni, ale w stu procentach aktualny i dla polskiego widza brutalnie prawdziwy.

Głównym bohaterem tej historii jest Adam (Dawid Ogrodnik), młody chłopak, który na co dzień dorabia w Holandii i marzy o tym, aby ściągnąć tam swoją narzeczoną i założyć własny biznes. Nie są to jednak tylko niezobowiązujące rozważania – Adam ma dokładny plan, który wymaga jednak akceptacji pewnej sprawy przez członków jego najbliższej rodziny.

Czytaj także: Tańczy, śpiewa, recytuje, w mordę daje i gotuje - wywiad z Mariuszem Pudzianowskim

Ów pomysł przynosi oczywiście bardzo dużo kłopotów i doprowadza do konfrontacji pomiędzy różnymi członkami tej familii. Naszego bohatera poznajemy w momencie, gdy wraca on do swojej rodzinnej miejscowości (wsi, która zatrzymała się w czasie dobre trzydzieści lat temu), aby spotkać się z najbliższymi przy wigilijnym stole. W momencie, gdy przekracza on próg domu, widz zaczyna się czuć poniekąd jak członek ekipy filmowej, która kręci właśnie film dokumentalny o tym, jak wyglądają gorączkowe przygotowania do świątecznej kolacji na polskiej prowincji. 

Czytaj także: Teledysk do świetnego "Final Ascent" z nowego Bonda już dostępny

Cała historia została zamknięta właśnie tego jednego, wigilijnego wieczoru. Siłą „Cichej nocy" są doskonale napisane postaci tego dramatu. Kogóż my tu nie mamy. Jest rewelacyjny Arkadiusz Jakubik wcielający się w leczącego się z alkoholizmu ojca, który pół życia spędził tyrając za granicą, aby utrzymać rodzinę. Jest Agnieszka Suchora w roli matki, która ze wszelkich sił próbuje przygotować „najważniejszy wieczór w roku", a przy okazji wzniecić w sercach całej rodziny ducha świąt. Jest Tomasz Ziętek w roli skrytego, ukrywającego tajemnicę młodszego brata Adama.

Dodajmy do tego mniej znaczące, ale równie dobre role pozostałych bohaterów tej opowieści. Kuzynostwo głównego bohatera, które cały czas wlepia wzrok w ekrany smartfonów, rzucając od czasu do czasu niewybrednym komentarzem; młodszą siostrę niemiłosiernie rzępolącą kolędy na skrzypcach; rubasznego wujka sypiącego średnio kulturalnymi dowcipami; dziadka słynącego z tego, że na każdych świętach jest nawalony jak szpak; siostrzyczkę, która marnuje sobie życie u boku zaborczego męża…

Czytaj także: Zmarnowałem 97 minut mojego życia. Obejrzałem "W lesie dziś nie zaśnie nikt II" abyście Wy nie musieli tego robić

Hej, czy my tego nie znamy przypadkiem? Czy jeśli przewertujemy w głowie wszystkie nasze święta, wszystkich członków rodziny, to nie znajdziemy podobnego obrazka? Podejrzewam, że większość osób nie będzie miała z tym dużego problemu. 

Czytaj także: Netflix opublikował pierwszy horror przygotowany przez boty. Zobaczcie co z tego wyszło

Myli się jednak ten, kto sądzi, że Domalewski stworzył film wpisujący się w schemat „szarego, smutnego polskiego kina". W tym przypadku nie chodzi o wyciągnięcie na wierzch patologii, nędzy, brutalności. Oczywiście, rodzina w „Cichej nocy" bardzo daleka jest od ideału. Jej filmowy portret jest szczery, smutny i dosadny, ale przy tym prawdziwy. Co prawda część postaci jest przerysowana, aby uwypuklić rozmaite przywary.

Większość bohaterów da się jednak lubić... ba, można się nawet w jakiś sposób z nimi utożsamiać. I chociaż sporo w tym towarzystwie zgrzytów, sporo jakże polskich ułomności, sporo mentalności prosto z kraju nad Wisłą, to jednak lubimy rodzinę Adama. Bo to jest w jakiejś części także nasza rodzina.