Można spokojnie powiedzieć, że wspomniana wyżej amerykańska firma stała się całkowicie samowystarczalna, a mimo, że uruchomiła starą elektrownię węglową nie stała się trucicielem. Co prawda ekolodzy podnieśli alarm, ale szybko okazało się, że tym razem mogą nie mieć racji.

Czytaj także: Kopalnie kryptowalut przyczyną poważnego kryzysu energetycznego w Kazachstanie

Greenidge Generation mimo, że zlokalizowana w elektrowni węglowej to nie zatruwa środowiska, produkuje 44 megawatów mocy do obsługi 15 300 własnych serwerów komputerowych, a nawet ma nadwyżkę energii, którą wysyła do stanowej sieci energetycznej. Okazuje się także, że może produkować dużo więcej prądu, bo zakład może wytworzyć 160 megawatów.

Czytaj także: Wizja Nikoli Tesli ożyła dzięki startupowi Emrod

Na czym polega sztuczka? Była elektrownia węglowa została reaktywowana w 2017 roku, ale tym razem jej paliwem stał się gaz ziemny. Wydobycie bitcoinów ruszyło pełna parą w zeszłym roku. Udało się także uspokoić zaniepokojonych ekologów, którzy podnieśli alarm tuż po ponownym otwarciu elektrowni. Jak twierdzi Greenidge nie emituje dwutlenku węgla, a gdyby nawet ruszyli pełną parą to potencjalne emisje równałyby się 0,23 proc. stanowego celu redukcji emisji gazów cieplarnianych na 2030 rok.

Czytaj także: "Afghan girl" ze słynnego zdjęcia w National Geographic uciekła Talibom i ewakuowano ją do Włoch