SpaceX zrewolucjonizowało sektor lotów kosmicznych, zdecydowanie obniżając ich koszt. To prawda! Jednak nawet najbardziej rewolucyjne rozwiązanie, jeśli w końcu nie zaczyna przynosić zysków, staje się tylko niespełnioną ideą. Taka sytuacja podobno grozi teraz firmie Muska.

Czytaj także: Elon Musk i publiczny pstryczek w nos Jeffa Bezosa

Kluczem do sukcesu są silniki Raptor, które mają napędzać rakiety SpaceX. Problemy i opóźnienia z ich produkcją sprawiają, że rakiety zamiast latać i zarabiać, wciąż są uziemione, a prace nad ich udoskonalaniem pochłaniają miliardy dolarów.

Czytaj także: Elon Musk mówi: "A teraz Bitcoin podrożeje!"

I chociaż Elon Musk niedawno ujawnił, że jego kosmiczny biznes wart jest 100 mld dolarów to wcale nie oznacza, że nie może upaść z powodu niewydolności i recesji.

Czytaj także: Elon Musk obchodzi urodziny. Miliarder i wizjoner skończył 50 lat

Wiadomo, że produkcja silników Raptor nie dotrzymuje tempa zapotrzebowaniu. Każda z rakiet Starship potrzebuje sześć z nich, natomiast jednostka wynosząca na orbitę (Super Heavy) aż 30 silników, a więc do sprawnego działania i spełniania wymogów klientów, potrzebna jest ogromna ilość jednostek napędowych. Docelowo Starhip ma być wystrzeliwany raz na dwa tygodnie.

Czytaj także: Internet ze Starlink będzie dostępny w samolotach pasażerskich

Stad właśnie informacja od Elona Muska, który chciałby, żeby pracownicy fabryk poświęcili swoje weekendy, żeby przyśpieszyć produkcję silników.