Metaverse i Web3 to dwa trendy, które rzekomo mają zrewolucjonizować cyfrowy świat. W rzeczywistości nie są niczym nowym, a jedynie kolejną próbą monetyzowania pomysłów, które powstawały lata temu. W związku z tym trudno nie zgodzić się z opinią Elona Muska, który mówiąc delikatnie, nie jest nimi zachwycony. W jednym z wywiadów udzielonych Babylon Bee powiedział wprost, że nie widzi przekonującego zastosowania dla metaświata opartego na VR i wyśmiewał Web3.0 – mglistą koncepcję, w której usługi internetowe są konstruowane wokół blockchain i kryptowalut. Obie określił jako „bardziej marketing niż rzeczywistość".

Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś na cały dzień przypinał sobie pieprzony ekran do twarzy! – Elon Musk

Zwolennicy metaverse często przyrównują je do początków internetu. W 1995 roku, kiedy globalna sieć zaczynała raczkować na świecie, wiele osób widziało w niej raczej dziwoląga niż potężne narzędzie i globalną łączność, jaką obserwujemy obecnie. Nie przewidywano powodzenia, a raczej szybki upadek kolejnego nietrafionego pomysłu technologicznego.

Czy to rzeczywiście takie proste porównanie? Internet powstawał, rozwijał się, ewoluował i wtopił w nasze codzienne życie. Powodem była coraz większa dostępność, spadająca cena oraz łatwość użytkowania. Obecnie przywykliśmy, że jest wszędzie i zawsze. Narzędzia działające w internecie spowodowały ogromny postęp w komunikacji, rozwój gier, przemysłu filmowego, dostęp do zasobów wiedzy na niespotykaną wcześniej skalę oraz powstanie usług, jakich sobie wcześniej nie wyobrażaliśmy.

Mało tego, rozwój i upowszechnienie internetu wyparło mnóstwo starszych usług, które przed jego pojawieniem się, wydawały się nam idealne. Wystarczy przytoczyć przykład MMS i SMS.

Siły internetu nie pokonała nawet globalna epidemia i to dzięki niemu możliwe było działanie edukacji, wielu firm oraz komunikacja w czasie lockdownu.

Jasne, że wielu uważa, że internet ogłupia ludzi i źle wpływa na młode pokolenia. Jednak podobnie jak w przypadku wszystkich innych mediów, należy nauczyć się z nim żyć oraz korzystać z jego zasobów. I czy metaverse spowoduje, że będziemy lepsi, mądrzejsi i rozsądni? Zdecydowanie nie!

Krytyka metaverse ze strony Muska koncentrowała się na braku przekonujących przypadków użycia i rozczarowującym doświadczeniu dla konsumentów. Z jego opinią zbieżne są zdania wielu specjalistów. Wszyscy oni uważają, że dostęp do wirtualnego świata jest niezwykle kłopotliwy, niewygodny, kosztowny i z pewnością nie wpływa dobrze na samopoczucie i zdrowie użytkowników. Dopiero czas pokaże, czy i w jakim stanie będziemy wracać do realnego świata i czy w ogóle będziemy umieli żyć w realu bez traumy po metaverse?

Dziennikarka z The Verge, która miała okazję testować metaverse, stwierdza wprost, że obecnie jest to przereklamowane ćwiczenie brandingowe dla szeregu wirtualnych światów. Dostęp do nich jest warunkowany posiadanym, bardzo kosztownym sprzętem, a więc już na wstępie ludzie są kategoryzowani. Na marginesie tego stwierdzenia można snuć domysły, czy firmy zainteresowane przeniesieniem swoich użytkowników do meta, nie pójdą w kierunku rozdawania sprzętu? Wszystko po to, żeby stworzyć armię wiernych i wiecznie obecnych w wirtualnym świecie ludzi. Dziennikarka, opisując swoje doznania fizyczne, wspomina o zmęczeniu, bólu głowy i niekomfortowym użytkowaniu sprzętu z masą kabli. Co ważne wspomina także o zalewie wirtualnych światów przez zachowujących się okropnie nastolatków.

Przyglądając się pomysłowi metaverse zupełnie bez emocji, można stwierdzić, że nie jest ona niczym nowym. Wszystko, co oferuje ludzkości, próbowano wdrażać wiele lat temu. I trzeba podkreślić, że bez sukcesu. Obecna próba jest równie nieudolna i słabo przygotowana i wygląda na to, że jest jedynie skokiem na kasę. Nie mamy tutaj do czynienia z ogromnym postępem. Już to przerabialiśmy wraz z nieudanym boomem VR w latach 90. i krótkotrwałym zachwytem wywołanym przez Second Life w 2000 roku. Kilka lat temu nastąpił powrót technologii VR w postaci Oculusa, PlayStation VR i kilku podobnych, który okazał się ponownie klapą. Mimo że o technologii VR mówimy od lat 90., to jej rozwój nie następuje w postaci ogromnego skoku jakościowego i ilościowego, a użytkownicy wciąż nie garną się do niej tłumnie.

Nowa generacja oferuje głównie ulepszony sprzęt, efektowną nową nazwę i miliardy dolarów wsparcia od gigantów, takich jak Meta, która jest własnością Facebooka czy WEB 3.0 lansowany przez Microsoft. W tych ekosystemach z pewnością pojawiać będzie się coraz więcej mniejszych firm, wytwórni filmowych, producentów gier i dostawców usług, postrzegających metaverse jako kolejną dużą platformę cyfrową.

Ostatnio do rywalizacji o kawałek wirtualnego tortu przyłączyło się Google, które ma zamiar stworzyć własne metaverse. Google ma długą historię z produktami VR i AR, ale teraz wydaje się, że idzie na całość i wyraźnie widać, że gigant został sprowokowany działaniami Marka Zuckerberga.

Pomysł, żeby ludzie nosili specjalne zestawy łączące okulary i słuchawki, serwujące swoim użytkownikom dostęp do VR/AR nie jest nowinką. Firmy takie jak HTC, Sony, Oculus oraz Microsoft i HP poczyniły ograniczone postępy w przestrzeni VR lub AR. Jednak tylko Google jest jedną z nielicznych firm, która może pochwalić się wprowadzeniem urządzeń dla obu kategorii. Google zadebiutował ze swoim zestawem Google Glass AR w 2013 roku, a wielu wierzyło, że reprezentuje on przyszłość technologii do noszenia. Urządzenie nigdy nie wystartowało w wersji konsumenckiej, chociaż znalazło przyczółek w świecie przemysłu. W 2014 roku pojawia się Google Cardboard, a dwa lata później Daydream. Oba były systemami VR opartymi na smartfonach, skierowanymi do bardziej okazjonalnych użytkowników. Przez liczne problemy z ich działaniem żaden z nich nie trafił do sprzedaży.

Zaangażowanie Google w budowanie własnego metaverse widać w ruchach kadrowych, jakie wykonuje ta firma. Przeszedł do niej Mark Lucovsky (wcześniej dyrektor generalny Oculus), który nadzoruje dział AR firmy. Poza nim poszukiwani i zatrudniani są inżynierowie mający stworzyć system dostępny dla miliardów ludzi.

W postach rekrutacyjnych Google można również znaleźć wzmiankę o „innowacyjnym urządzeniu AR", które będzie wykorzystywać kamery. Nie jest jasne, jak taki produkt będzie działał, ale firma mocno zainwestowała w swoje narzędzia widzenia komputerowego, o czym świadczą możliwości aplikacji takich jak Google Lens. Możliwe, że system operacyjny AR przyjmie wiele funkcji Obiektywu, w tym zdolność rozpoznawania tekstu drukowanego, punktów orientacyjnych i nie tylko.

Warto zauważyć, że Google nie wspomina o powstaniu rzeczywistości wirtualnej, która staje się głównym elementem wizji Meta i ze swoim produktem pójdzie w nieco inną stronę. Będzie on raczej wsparciem dla codziennych spraw użytkowników, nie wciągając ich całkowicie w wirtualną alternatywę życia. Całkiem możliwe, że jest to reakcja na opinie ekspertów zgłaszających obawy dotyczące aspektów związanych ze zdrowiem psychicznym u osób korzystających z w pełni wirtualnych doświadczeń.

Czy metaverse jest przyszłością internetu, czy może technologią, która na krótko rozpali serca entuzjastów i powoli umrze śmiercią naturalną jak wiele podejmowanych wcześniej prób? Trudno w tej chwili przesądzać, bo rzeczywiście inwestuje się tu miliardy dolarów. Dużo zależy od cen i dostępności urządzeń, ale osobiście uważam, że najbliżej popularyzacji swojego pomysłu jest chyba Google.