Zacznijmy od tego kim feministka jest, a kim zdecydowanie nie. Osobą walczącą o równe prawa kobiet i mężczyzn, zdającą sobie sprawę z ograniczeń, które narzuca patriarchat, widzi dyskryminację na wszystkich polach i działa lub wspiera działania, które z tym walczą. Kim nie jest? Chorą fantazją o brzydkiej kobiecie, która nienawidzi mężczyzn, która tabletki antykoncepcyjne łyka, jak cukierki, a na aborcję umawia się co miesiąc, tuż po wizycie u fryzjera. To tyle jeśli chodzi o definicję.  

Przechodząc do konkretów, feministka jest zwykłą kobietą, taką za którą oglądasz się na ulicy, żoną kumpla, starszą ciocią, a może nawet jeden egzemplarz masz w domu. I super. Jest czego zazdrościć.  

Wydarzenia z ostatnich lat związane z ograniczaniem praw do aborcji pokazały, że wielu mężczyzn w walce o równe prawa idzie ramię w ramię z kobietami. Niestety nie wszyscy jeszcze odrobili tę lekcję i wciąż nie rzadkim obrazkiem było kilku mężczyzn dyskutujących w programach publicystycznych o prawach kobiet(!). Przerzucając się argumentami za i przeciw, zapominali, że feminizm nie jest o tym, by mężczyznom coś odebrać.

Dlaczego zatem związek z feministką może być dobry również dla mężczyzny? Proszę bardzo, o to 5 powodów, dla którego Ty również skorzystasz na tym, jeśli Twoja partnerka podziela feministyczne poglądy. 

Masz prawo wyboru 

Feministka wie, że jej wartość nie wyraża się w mężu i dzieciach, więc nie potrzebuje nikogo, by swoją pewność siebie budować. Zanim stanie się partnerką, żoną czy matką jest po prostu sobą. Może robić karierę, może zostać z dzieckiem w domu lub zamiast dziecka mieć 3 psy i świnkę morską. Swoje decyzje podejmuje nie dlatego, że tak wypada, że tego wymaga od niej patriarchat, ale dlatego, że tak chce. To dużo łatwiejsza droga do tego, by być ze sobą szczęśliwym, niż próba spełnienia oczekiwań całego świata.  

Feministka walcząc o swój wolny wybór, chce ten przywilej również dać Tobie. W związku oznacza to wsparcie w decyzjach. Możesz liczyć na zrozumienie, kiedy wybierasz zawód stereotypowo przypisany kobietom, kiedy chcesz skorzystać z urlopu ojcowskiego czy wolisz kolor różowy. Bo żadna z tych rzeczy nie definiuje męskości. Tak, jak kobieta jest jedyną kompetentną osobą, by decydować o sobie i swoim ciele, tak Ty również możesz oczekiwać szacunku do swoich decyzji. Czyż wizja nie bycia ocenianym i szufladkowanym nie jest kusząca? 

Seks to nie obowiązek 

Seks był i dalej często jest bronią wymierzoną w stronę kobiet. Już w szkołach dziewczynki muszą mierzyć się z oceną. Można być cnotką, można być tą, co się puszcza. I tak źle, i tak niedobrze. Wychowywane na męskocentrycznym porno, katolickiej nieczystości ciała często potrzebują dużo czasu, by pozwolić sobie na czerpanie radości z seksu. Edukacja seksualna kuleje na zbyt wielu płaszczyznach, bo można ją było uznać za przydatną. Dobrej roboty nie robią również rodzice, którzy nie zawsze potrafią  i chcą rozmawiać z dziećmi o seksie, a jeśli już to raczej o niechcianej ciąży, a nie o przyjemności.

Feministki walczą o edukację, o prawo do antykoncepcji, do decydowania o własnym ciele. A co to ma wspólnego z seksem? To, że wiedza, samoświadomość i brak strachu znacznie ułatwiają korzystanie z życia seksualnego. Wyzwolone kobiety chętniej eksperymentują, doświadczają i zaczynają się seksem bawić. Chyba nie trzeba zaznaczać, że z takiego obrotu spraw korzystają obie strony.  

Ba, kanadyjskie badania nad seksem, w których jako feministów określiło się 22% badanych heteroseksualnych mężczyzn, wykazały, że to właśnie oni częściej niż ci, którzy feministami nie są, uprawiali seks. Znacznie częściej inicjowali też seks oralny oraz sami go doświadczali, co już brzmi bardzo dobrze. 

Chłopcy też płaczą 

„Chłopcy nie płaczą, nie bądź babą, nie bądź beksa" – hasła klucze, którymi przez wiele lat pokrzepiano chłopców i mężczyzn. Ten „prawdziwy" mężczyzna miał nie okazywać emocji, słabości czy łez. Miał je tłumić i być silnym. Coś jednak poszło nie tak, bo w 2019 roku byliśmy na 4tym miejscu w Europie pod względem liczby samobójstw wśród mężczyzn. Decydują się oni na ten krok sześć razy częściej niż kobiety. Nie robią tego dlatego, że są tacy silni. Tracą życie, bo nikt ich nie nauczył, jak rozmawiać o swoich trudnych emocjach. Nikt nie pokazał, jak radzić sobie ze smutkiem. Jedyną akceptowalną emocją, którą zarówno mali chłopcy, jak i mężczyźni mogą okazywać bez obawy przed pogardą jest złość. Łatwiej nam przyjąć faceta, który się wścieka i krzyczy, niż tego który powie, że nie daje rady.  

Szukanie pomocy również nie jest mocną stroną mężczyzn, a wizyta u psychiatry może wiązać się z ostracyzmem. Odmawiając prawa do uczuć skazujemy mężczyzn na cierpienie, nie rzadko kończące się śmiercią.

Feministka zdaje sobie sprawę z różnic między płciami i walczy z krzywdzącymi stereotypami. Nie wierzy w silnego mężczyznę i słabą kobietę, którą trzeba ratować. Feministki to również matki, które swoim synom mówią o emocjach i uczą, jak sobie z nimi radzić. Pozwalają na płacz, by kolejne pokolenia mężczyzn nie musiały mierzyć się ze szkodliwym stereotypem „prawdziwego" mężczyzny.  

Oystein Gullvag Holter, norweski socjolog i ekspert ds. badań mężczyzn wykazał, że istnieje bezpośrednia korelacja między tym, na jakim poziomie jest równość płci w danym kraju, a dobrostanem mężczyzn, który wyrażał w zdrowiu psychicznym, płodności czy właśnie liczbie samobójstw. Zatem walka o równe prawa dla kobiet i mężczyzn leży w interesie obu tych grup, a pamiętając, że za statystykami samobójstw zawsze kryją się konkretne nazwiska, konkretne rodzinne tragedie, można odnieść wrażenie, że czasem to mężczyźni mają więcej na szali.  

Ojciec, jakiego nie miałeś  

Tradycyjne, stereotypowe role mężczyzn i kobiet zakładają, że ci pierwsi zajmują się pracą zarobkową, a drugie wychowują dzieci i dbają o dom. Być może to nawet brzmi kusząco, ale rozłóżmy to na czynniki pierwsze. Zarabianie na dom, żonę i dzieci wiąże się z ogromną odpowiedzialnością. Kiedy ciężar finansowy położymy tylko na jednych barkach, może on okazać się zbyt ciężki. Utrata pracy dalej jest wysoko w statystykach powodów samobójstw wśród mężczyzn. Czy to wystarczy, by chcieć mieć partnerkę, która zdaje sobie sprawę z tego, że to trudne zadanie i tutaj razem znaczy łatwiej? 

Patriarchalny „żywiciel rodziny" nie ma czasu zajmować się dzieckiem, zostawia to kobiecie. Przez lata to matki, ciotki i babcie wychowywały kolejne pokolenia. Ojciec był tym, który wracał zmęczony w pracy, ewentualnie pełnił rolę straszaka: „ojciec wróci, to ci pokaże!". To brzmi jak przepis na bardzo słabą relację z rodzicem. Jeśli Twoim celem jednak jest brać czynny udział w wychowaniu dzieci, to partnerka feministka świetnie się w tym sprawdzi.  

Wierząc, że płeć nie definiuje tego, w czym jesteśmy dobrzy, a już z pewnością nie jest to rodzicielstwo, masz szanse doświadczać wszystkich blasków i cieni ojcostwa. Nie chcesz przecież, żeby ktoś to przeżył za Ciebie.  

Nie jesteś egoistą 

Skoro już przy dzieciach jesteśmy, to warto wspomnieć, że feminizm nie jest nam potrzebny tylko tu i teraz. Zmiany, o które walczą feministki mają szansę wpłynąć na przyszłe pokolenia. Już teraz masz matkę, może siostrę, córkę , jeśli nawet tylko myślisz o założeniu rodziny, to chcesz dla swoich bliskich kobiet świata, w którym nie będą musiały walczyć o szacunek. Jeśli Twoja partnerka również tego chce, to wspierając ją, zwiększasz jej szanse na sukces

I wcale nie chodzi o to, by na pierwszym spotkaniu przepytywać z poglądów. Raczej o to, by nie uciekać z krzykiem na hasło „jestem feministką". Publiczna dyskusja przez wiele lat pokazywała feministki w złym świetle. Stawiała je naprzeciw kobietom rodzinnym, ciepłym, dbającym o męża i dom. Problem w tym, że feministki nie walczą o to, by każda z kobiet była wyzwolona i nie goliła nóg. To brednie wygłaszane przez zagorzałych konserwatystów.  Feministki i feminiści walczą o prawo wyboru dla każdego, zarówno kobiet, jak i mężczyzn.  

Feministki to nie monolit i każda z kobiet o feministycznych poglądach jest inna. Jedne chcą mieć dzieci, inne podróżować po świecie. Jedne chcą gotować obiady, inne wolą oglądać w tym czasie seriale. Tu nie ma miejsca na oceny. Bo ruch, który walczy o wolny wybór, będzie wspierał każdy wybór. Zdaję sobie sprawę z wielu uproszczeń w tym zestawieniu i za nie przepraszam. Jednak w ten sposób mogłam pokazać największe wartości feminizmu, które służą nie jednej grupie, nie walczą o władzę, ani nie chcą zepchnąć mężczyzn na margines. Feminizm walczy o równe prawa dla wszystkich grup bez względu na płeć, wiek czy orientację. I w tej walce warto się w związku wspierać.