Pokryte złotem lustra Webba były bardzo fotogeniczne na Ziemi, ale w kosmosie skrywają się w całkowitej ciemności. Z kolei strona skierowana w stronę Słońca jest tak błyszcząca, że niezmiernie ciężko sfilmować czy sfotografować cokolwiek z powodu silnego odblasku i dużego kontrastu.

Pojawienie się kamer to większa ilość przewodów. Te zwiększyłyby masę teleskopu, a na dodatek pojawia się ryzyko przenoszenia ciepła i wibracji, co mogło wpływać negatywnie na jakość obrazu. Poza tym wymagają zasilania.

Co więcej, NASA musiałaby zaprojektować specjalną kamerę do pracy po zimnej stronie, gdyż panujące tam warunki sprawiają, że plastik kurczy się, pęka i rozpada w bardzo niskich temperaturach, a klej nie zachowuje swoich właściwości.

Webb jest dużym i skomplikowanym urządzeniem, a jego wdrożenie do pracy w przestrzeni kosmicznej musi odbyć się bez najmniejszych przeszkód. Dodatkowo kamery wymagają miejsca na kadłubie i ustawienia w taki sposób, żeby nie przeszkadzały innym instrumentom. Biorąc pod uwagę ryzyko i komplikacje NASA podjęła decyzję o rezygnacji z dodatkowego osprzętu.

Nie oznacza to, że kamery nie były brane pod uwagę. W rzeczywistości inżynierowie testowali wiele rozwiązań, ale finalnie uznano, że nie dodają one misji wystarczającej wartości, żeby poświęcać na nie czas i środki.

Zamiast tego NASA wyposażyła Webba w liczne czujniki mechaniczne, termiczne i elektryczne, które dostarczają cennych danych telemetrycznych na temat statku i pomagają określić dokładny obraz tego, co dzieje się w danym momencie w kosmosie.

JWST jest następcą Kosmicznego Teleskopu Hubble'a, który krąży wokół Ziemi od 1990 roku. Jest on ogromnym skokiem technologicznym, dającym badaczom ogromne możliwości. Warto przypomnieć, że lustro Hubble'a ma zaledwie 2,4 metra szerokości. James Webb jest 100 razy czulszy niż Hubble, a więc potrafi wykrywać bardzo odległe obiekty. NASA twierdzi, że teleskop byłby w stanie wychwycić światło podczerwone emitowane przez trzmiela znajdującego się w odległości Księżyca od Ziemi.

Praca teleskopu dopiero się zaczyna. JWST musiał polecieć w kosmos złożony, ponieważ jest zbyt masywny, aby zmieścić się na jakiejkolwiek istniejącej rakiecie w swojej ostatecznej formie. NASA i ESA doszły do porozumienia, że zostanie on wyniesiony przez rakietę Ariane. Ostatecznie dokonała tego Ariane 5, która ma 5,4 metra szerokości, jednak wciąż nie była wystarczająco duża, aby przenieść JWST w formie gotowej do pracy.

JWST już niedługo wejdzie na swoją ostateczną orbitę. Tam przeżyje resztę swojego życia, aż wyczerpie się paliwo. NASA przewiduje, że nastąpi to za ponad 10 lat.