Brzmi jak koszmar? Zdecydowanie, ale niestety nie jest tylko wytworem wyobraźni, bo taki scenariusz miał miejsce w rzeczywistości. 19-letni David Columbo, specjalista od bezpieczeństwa IT, poinformował właśnie, że udało mu się zhakować system ponad 20 Tesli, które znajdują się w 13 różnych krajach i właśnie próbuje skontaktować się z ich właścicielami.

Lista czynności, jakie jest w stanie wykonać przy samochodach zdalnie, jest imponująca - zna precyzyjne położenie każdego z nich, może wyłączyć systemy bezpieczeństwa, otworzyć drzwi i okna (nawet podczas jazdy!), odtwarzać muzykę i filmy z YouTube na pełnej głośności i wiele więcej. Na szczęście nie może uruchomić silnika, chociaż mógłby bez problemu ukraść auto, gdyby znalazł się w jego pobliżu.

Nastolatek nie chce na razie podawać żadnych szczegółów, bo zgłosił podatność zajmującej się kwestiami bezpieczeństwa organizacji non-profit Mitre i czeka aż Tesla załata swoje systemy, chociaż jest przekonany, że wina leży po stronie kierowców, a nie firmy. Nie da się jednak ukryć, że to i tak duży wizerunkowy cios dla koncernu, bo przecież ten nie chce, by jego samochody uchodziły za mniej bezpieczne.

Szczególnie że ma ostatnio sporo innych problemów ze swoimi autami, które coraz szybciej zyskują sławę wadliwych - nie dalej jak w grudniu 500 tysięcy kierowców zostało wezwanych na przegląd na skutek wadliwych bagażników. Co prawda jednocześnie dowiedzieliśmy się, że Tesla ma za sobą rekordowy rok i w 2021 dostarczyła na rynek prawie milion elektryków, ale jak długo można polegać na dobrym marketingu?

W związku z tym Tesla zareagowała błyskawicznie i już zapewniła, że przygląda się sprawie - czyżby kolejny incydent, który opóźni oficjalną premierę długo wyczekiwanego tryby jazdy autonomicznej? Wiele na to wskazuje.