W badaniu opublikowanym w Science Advances chińscy naukowcy twierdzą, że lądownik wykrył ślady cząsteczek wody lub hydroksylu, bliskiego chemicznego kuzyna H2O. Chang’e 5 wykorzystał spektrometr do analizy składu regolitu w niewielkiej odległości od miejsca lądowania. Okazało się, że większość gleby ma stężenie wody poniżej 120 części na milion, co sprawia, że powierzchnia Księżyca jest znacznie bardziej sucha niż Ziemia.

Chińscy naukowcy uważają, że większość cząsteczek dotarła na Księżyc w procesie zwanym implantacją wiatru słonecznego. Naładowane cząstki ze Słońca kierowały atomy wodoru na powierzchnię Księżyca, gdzie później wiązały się z tlenem, tworząc wodę i hydroksyl.

Badanie opiera się na odkryciach opublikowanych przez NASA w 2018 roku. Amerykańska agencja znalazła wtedy zdalnie dowody na obecność wody na oświetlonych słońcem powierzchniach Księżyca.

Przez dziesięciolecia naukowcy wierzyli, że Księżyc jest całkowicie suchy z powodu prawie nieistniejącej atmosfery. Uznano, że nie ma tam nic, co uchroniłoby cząsteczki wody przed ostrym promieniowaniem słonecznym.

Chiny ponownie udowodniły, że są o krok przed swoimi konkurentami i mają najbardziej zaawansowane programy kosmiczne na świecie. Formalnie zatwierdzono tam trzy misje wycelowane w południowy biegun Księżyca, z których pierwsza ma rozpocząć się w 2024 roku. Każda ma swoje indywidualne cele, a wspierać będzie je mnóstwo statków kosmicznych. Wobec tej „inwazji" na Księżyc, plany NASA wyglądają jak dziecinna igraszka. Można powiedzieć, że wyścig o podbój Księżyca wkracza w decydującą fazę.

Wspomniane wyżej trzy misje są czwartą fazą chińskiego programu eksploracji Księżyca. Uprzednio wysłano na jego powierzchnią sondę, która ma powrócić na Ziemię z próbkami i to właśnie ona znalazła wodę.

Chiny zdecydowanie przyspieszyły swoje działania na Srebrnym Globie w obawie, że amerykański program kosmiczny może ostatecznie zająć wspólną ziemię na Księżycu.