Taka decyzja może się wydawać dziwna, bo przecież technologia 5G jest wdrażana w Europie bez żadnych problemów. Jednak kluczowym powodem jest fakt, że amerykańscy operatorzy telefonii komórkowej wprowadzają usługę 5G w zakresie fal radiowych o częstotliwościach od 3,7 do 3,98 GHz.

Firmy zapłaciły rządowi USA 81 miliardów dolarów w 2021 roku za prawo do korzystania z tych częstotliwości, znanych jako C-Band. Jednak w Europie usługi 5G wykorzystują inny zakres od 3,4 do 3,8 GHz.

Usługa 5G w USA jest zbyt zbliżona do widma wykorzystywanego przez wysokościomierze radarowe, które wynosi od 4,2 do 4,4 GHz. Ja twierdzi branża lotnicza, loty w Europie są całkowicie bezpieczne, ponieważ istnieje znacznie większy bufor między widmem wykorzystywanym przez wysokościomierze radarowe a 5G.

Jak podaje amerykańska Federalna Administracja Lotnictwa (FAA) w innych krajach współpraca pomiędzy branżą lotniczą a operatorami układa się zupełnie inaczej, czytaj dobrze i na zasadach partnerskich. Stosuje się niższe poziomy mocy, ogranicza umieszczanie anten 5G w pobliżu lotnisk i wymaga ustawienia pod kątem ograniczającym potencjalne zakłócenia pracy urządzeń pokładowych w samolotach.

Jako przykład bezproblemowej współpracy 5G i lotnictwa podaje się Francję. W tym kraju odległość w jakiej nadajnik 5G może znaleźć się od lotniska określane są na podstawie dwóch parametrów - wysokości i mocy. Na dodatek anteny znajdujące się na 17 głównych francuskich lotniskach są odchylone od torów lotu, aby zminimalizować ryzyko zakłóceń.

Sytuacja w USA wygląda jednak inaczej, gdyż operatorzy telekomunikacyjni mają znacznie większy wpływ, zwłaszcza po tym, kiedy zapłacili ogromne pieniądze za wykupienie zakresu częstotliwości.

Trudno powiedzieć, jak zostanie rozwiązana sprawa. Jest to wielki problem dla firm przewozowych, ale także dla władz USA. Będą one musiały znaleźć szybko jakiś sposób, jeśli chcą rychłego przywrócenia połączeń z Europą.