United States Geological Survey opisuje burze geomagnetyczne jako okresy „szybkich zmian pola magnetycznego", zwykle powodowanych przez wiatr słoneczny. Burze te mogą być szkodliwe dla elektroniki i satelit na orbicie. W tym konkretnym przypadku spowodowały, że opór atmosferyczny — czyli tarcie działające na ruch satelit — wzrósł nawet o 50 procent w porównaniu z poprzednimi startami. Co prawda zespół Starlink próbował uratować nowo rozmieszczone satelity, ustawiając je w trybie awaryjnym, w którym powodują minimalne tarcie, ale jednak nie udało się później wyprowadzić ich z tego trybu.

Satelity opadające z orbity nie stwarzają ryzyka kolizji, ponieważ całkowicie spłoną w atmosferze. Dzięki temu ich szczątki nie spadną na Ziemię.

SpaceX wystrzelił już ponad 2000 satelit Starlink, które tworzą konstelację pierwszej generacji. Może się to wydawać ogromną liczbą, ale tak naprawdę dopiero druga konstelacja będzie ogromna. Jeśli wszystko pójdzie po myśli SpaceX i firma otrzyma odpowiednie zgody to wyniesie w kosmos 30 000 satelit, które mają zapewnić globalny zasięg Internetu.

Podczas gdy Starlink może zapewnić połączenie internetowe nawet ludziom w kompletnie niedostępnych miejscach to astronomowie twierdzą, że megakonstelacje stały się gorszym zagrożeniem dla ich badań niż zanieczyszczenie światłem w miastach.

W rzeczywistości Międzynarodowa Unia Astronomiczna właśnie utworzyła Centrum Ochrony Ciemnego i Cichego Nieba przed Zakłóceniami Konstelacji Satelitarnych. Ponieważ głównym problemem jest to, że teleskopy będą wychwytywać światło odbite przez te konstelacje satelitów, co utrudnia obserwację reszty wszechświata, centrum skupi się na oprogramowaniu i technicznych rozwiązaniach łagodzących, które mogą wdrożyć obserwatoria.

SpaceX dodało „parasole" do swoich satelit Starlink w 2020 roku, aby odbijały mniej światła. Według Sky & Telescope, rzeczywiście jest go mniej, ale wciąż jest przeszkodą dla komfortowej obserwacji przez teleskopy.