Jak donoszą chińskie media, w 2021 roku sprzedało się tym kraju 3,31 mln pojazdów NEV (akumulatorowych pojazdów elektrycznych, hybryd plug-in i pojazdów napędzanych ogniwami paliwowymi). I jest to zdecydowana dominacja, gdyż na całym świecie sprzedało się łącznie 6,23 mln takich pojazdów. Na podstawie danych Chińskiego Stowarzyszenia Samochodów Osobowych (CPCA) , oznacza to, że Chiny zdobyły 53% udziału w światowym rynku, wyprzedzając Europę, która ma 33% i USA z 11%.

Dane te są ściśle zbieżne z ustaleniami Międzynarodowej Agencji Energii (IEA), opublikowanymi pod koniec stycznia.

Według IEA, globalna sprzedaż NEV była nieco wyższa i wyniosła 6,6 mln sztuk. Chiny zakończyły rok 2021 z 3,4 milionami rejestracji NEV, co stanowiłoby 51,5% udziału w światowym rynku. To o 1,5% mniej niż dane CPCA.

I choć trudno jest zweryfikować dane obu agencji, możemy wyciągnąć jeden wniosek: Chiny zdeklasowały Europę, nie mówiąc już o USA.

Rok 2020 był trudny dla Chin, co pozwoliło Europie po raz pierwszy objąć prowadzenie na rynku światowym, osiągając 44% sprzedanych pojazdów NEV. Z kolei udział Chin w rynku spadł do 41%, mimo że w latach 2016-2019 utrzymały pozycję dominującą. CPCA przypisuje ten kryzys dwóm głównym przyczynom: odnowionej polityce środowiskowej i pandemii COVID.

W 2020 roku Chiny zmniejszyły liczbę pojazdów elektrycznych i hybrydowych kwalifikujących się do dotacji. Po drugiej stronie świata większość krajów europejskich oferowała ulgi podatkowe i zachęty do zakupów, aby przyciągnąć konsumentów do pojazdów elektrycznych.

I chociaż Chiny były pierwszym krajem, który został dotknięty pandemią – i pierwszym, który uporał się z trudnościami w produkcji – konsekwencje epidemii pojawiły się w Europie kilka miesięcy później.

Na razie wygląda na to, że Chiny wróciły do formy. Bitwa jest daleka od zakończenia — a nadchodzące lata pokażą, czy nadal będą dominować w pojazdach elektrycznych, czy też inne kontynenty zdołają nadrobić zaległości.