Do produkcji kurtki użyto materiału, z którego korzysta m.in. NASA i straż pożarna. Ma on tę cenną właściwość, że potrafi znosić bardzo wysokie temperatury i nie płonąć. Nie straszne mu nawet 1300 stopni Celsjusza, ale to nie koniec zalet.

Skoro inspiracją do powstania kurtki stanowił raport Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom z 2021 r. o "apokalipsie zombie", mający na celu zwiększenie świadomości społecznej o sytuacjach kryzysowych, to wynikła z tego kurtka nie może być byle odzieniem. I nie jest!

Co ciekawe, technologia na jakiej opiera się produkcja tkaniny z jakiej zrobiono kurtkę powstała jeszcze w latach 60-tych, w czasie Zimnej Wojny. NASA poszukiwało wtedy rozwiązania, które będzie wysoce ognioodporne. To wtedy Departament Obrony USA zlecił doktorowi Marvelowi opracowanie takiego materiału. Oczywiście powszechnie uważano to za niemożliwe, ale naukowiec z takim nazwiskiem musiał mu podołać :) Tak powstał polibenzimidazol (PBI), włókno o wyjątkowej stabilności termicznej i chemicznej.

PBI jest w stanie wytrzymać ogromną temperaturę, bo aż 1299 st. Celsjusza. Włókno wciąż jest w użyciu i poza wspomnianym już NASA, korzystają z niego: armia amerykańska, przemysł lotniczy i strażacy na całym świecie. Jednak nigdy wcześniej nikt nie użył go w odzieży cywilnej.

Jak wskazuje producent kurtka Apocalypse jacket jest bardzo odporna na rozciąganie. Kurtka Vollebak pięciokrotnie przewyższa rozwiązania stosowane w straży pożarnej.

Kolejna zaleta to wytrzymałość na rozdarcia. Tę uzyskano poprzez połączenie PBI i para-aramidu. Z tego ostatniego produkuje się między innymi kamizelki kuloodporne i hełmy wojskowe.

Kurtce nie straszne są także ogień, łuk elektryczny i chemikalia. Niezależnie od działających na nią czynników nigdy nie traci elastyczności i wytrzymałości.

Kurtka została wyposażona w 23 kieszenie, a więc nie ma siły, żeby nie udało się do nich spakować niezbędnych elementów na czas apokalipsy.

Cena? Trzeba na nią wydać grubo ponad 5 tysięcy złotych.