Nie da się ukryć, że jedną z największych zalet TikToka są jego krótkie filmy - w czasach, kiedy nie mamy na nic czasu, kilkudziesięciu sekundowe materiały wydają się idealne do obejrzenia w autobusie, podczas przerwy reklamowej, czekania w kolejce i zawsze wtedy, kiedy mamy wolną chwilę.

Co więcej, wielu twórców sugeruje, że tak ograniczona forma działa dobrze na ich kreatywność, bo muszą mocno wysilić szare komórki, żeby wymyślić ciekawy materiał, który można zmieścić w tak krótkim czasie. Wygląda jednak na to, że TikTok ma inne plany…

Czyżby platforma poczuła się tak pewnie, żeby spróbować swoich sił w kolejnym sektorze, zdominowanym dotąd przez innego, bardzo potężnego konkurenta, a mianowicie YouTube? Tak sugerują dzisiejsze doniesienia, z których wynika, że TikTok rozważa umożliwienie użytkownikom tworzenie nawet 10-minutowych materiałów, a powodem są oczywiście zyski z reklam.

Jak łatwo się domyślić, im dłuższy materiał, tym więcej treści reklamowych można w niego upchnąć, o czym przekonujemy się każdego dnia podczas oglądania treści na YouTube, o ile nie zdecydujemy się na wykupienie płatnego dostępu Premium. Dla TikToka to oczywiste zyski i jest gotowy po nie sięgnąć, nawet jeśli jego użytkownicy mają inne zdanie.

Jak czytamy w raporcie serwisu WIRED, z ankiety przeprowadzonej na blisko połowie użytkowników TikToka wynika, że ci preferują krótsze formy i materiały trwające ponad minutę uważają za "stresujące". TikTok jest podobno jednak zdeterminowany, by spróbować z dłuższymi formami, więc pewnie już niedługo przekonamy się, czy mają one szansę skraść serca użytkowników. Wtedy też przekonamy się, czy rynkowa pozycja TikToka jest już na tyle silna, by bezpośrednio rywalizować z YouTube w "jego" kategorii.