Debiutował Pan w 2010 roku w QFant, który specjalizuje się w kryminałach. Jak Pan wspomina czas, kiedy na papierze pojawiały się pierwsze litery, kreowały się wydarzenia?

Bartosz Szczygielski: Moje pierwsze opowiadanie to była mieszanka fantastyki z thrillerem i zdecydowanie nie jestem z niego teraz dumny. Wtedy oczywiście byłem i wierzyłem w to, że każde napisane słowo jest genialne. Zderzenie z profesjonalnym redaktorem już przy okazji debiutu pokazało mi, że dużo nauki jeszcze przede mną. Oczywiście pierwsze opowiadania i książki to ogromne, życiowe doświadczenie.

Ile z tego debiutu pozostało w Panu do dzisiaj?

BSZ: Jeżeli chodzi o opowiadania, to mam nadzieję, że jak najmniej. Nie wstydzę się tego, co wtedy pisałem, ale dziś zrobiłbym to po prostu lepiej.

Nie bał się Pan zaszufladkowania, a może taka nisza była Pana celem?

BSZ: Nie chciałem i dalej nie chcę być szufladkowany, dlatego też każda książka jest inna, choć dalej w mniej więcej tym samym gatunku. W kryminałach i thrillerach czuję się po prostu najlepiej i pasują mi do historii, które chce opowiadać. Skupiam się bowiem na ludziach i ich losach, które są po prostu opakowane w dany gatunek.

Jak godzi Pan kryminał i thriller z książkami dla młodzieży?

BSZ: Do swojej serii młodzieżowych książek podchodziłem bardziej na luzie. Dawałem się ponieść fantazji i po prostu dobrze bawić. Potrzebowałem takiej odskoczni od treści, które tworzę na co dzień i które potrafią być czasami przytłaczające.

Deklaruje się Pan jako wielbiciel tatuaży. Opowie Pan coś o tym więcej?

BSZ: Tak, uwielbiam tatuaże. Mam ich na sobie kilkanaście, ale skrzętnie poukrywane w różnych miejscach. Uważam, że to sztuka, a odpowiednio zrobiony tatuaż może opowiadać ciekawe historie. Wprawdzie moje tatuaże nie mają ukrytego znaczenia, a przynajmniej nie wszystkie, to wiem, że dla wielu osób to sposób na wyrażanie siebie. I to jest piękne.

A filmy, inspirują czy już wszystko Pan w życiu widział?

BSZ: Obym nigdy nie zobaczył wszystkiego, bo to było strasznie smutne. Oczywiście, że część produkcji może inspirować, a część sprawiać, że po prostu dobrze się przez chwilę bawimy. Od tego w końcu jest kultura, by dawać coś swoim odbiorcom.

Gdyby ktoś zapytał o ekranizację powieści to którą ze swoich książek widziałby Pan jako serial na Netflixie?

BSZ: Jako serial to zdecydowanie „Aorta", czyli mój debiut. Dobrze sprawdziłoby się także „Nie chcesz wiedzieć", a jeżeli miałby to być film, to byłoby to „Winni jesteśmy wszyscy" lub „Dolina cieni".

Malarstwo – jakiego typu, czy też mroczne i przewrotne jak Pana książki?

BSZ: To zupełnie inny rodzaj sztuki, który trudno ze sobą porównywać, ale faktycznie zdecydowanie bardziej odpowiadają mi mroczniejsze klimaty. Uwielbiam prace Gigera, ale też bardzo cenię sobie pracę Tomasza Sętowskiego.

Zatrzymajmy się na chwilę przy najnowszej książce Dolina cieni, na jej okładce napisano: „Kiedy umierasz, życie staje się prostsze" brzmi jak recepta na problemy…

BSZ: Ponieważ to jest recepta na problemy, z którymi mój bohater będzie się musiał zmierzyć. Nie oszczędzałem go w książce, bo i samo życie rzadko kiedy daje nam taryfę ulgową. I zapewne każdy kiedyś zastanawiał się, czy jakby zaczął gdzieś zupełnie na nowo i z czystą kartą, to jego życie wyglądałoby lepiej.

Na jednym z serwisów Pana fani przerzucają się cytatami z książek. Jednym z moich ulubionych jest ten kawałek z Aorty: W pewnym momencie musisz odpuścić. [...] -Wybrać to, co najważniejsze, choć to może boleć. I będzie bolało. Czasem musi, żeby można było pójść dalej. Czy życie już kiedyś Pana tak zabolało?

BSZ: Oczywiście, jak każdego. Trzeba się nauczyć tego, że czasem po prostu trzeba odpuścić i iść dalej, by nie zatracić się w przeszłości. To nie jest łatwe zadanie.

Co po Dolinie cieni? Młodzież, malarstwo, nowy tatuaż?

BSZ: Kolejna powieść już się pisze, ale nie wykluczam także i nowego tatuażu. Jednego i drugiego nigdy dość.