Jak podaje agencja Reuters, w czwartek rano - po tym jak wielu mieszkańców uciekło z Kijowa - na forach hakerskich zaczęły pojawiać się prośby o wsparcie. Tego samego dnia wieczorem kolektyw hakerów znany lepiej jako Anonymous zaczął gromadzić swoje zasoby, aby wesprzeć Ukrainę w walce przeciwko Rosji.

Hakerzy podkreślają jednak, że nie chodzi im o walkę z Rosjanami, ale dyktaturą Putina i doskonale zdają sobie sprawę z faktu, że strach związany z możliwymi represjami bywa paraliżujący.

„Kolektyw Anonymous jest oficjalnie na cyberwojnie z rosyjskim rządem. #Anonimowy #Ukraina" – napisała grupa na Twitterze.

 Na efekty nie trzeba było długo czekać, bo jeszcze wczoraj Reuters informował, że strony internetowe rosyjskiego prezydenta, rządu i niższej izby parlamentu, Dumy Państwowej, przestały działać dla użytkowników w Rosji i Kazachstanie, a grupa Anonymous przyznała się do zablokowania strony internetowej „rosyjskiej stacji propagandowej RT News" i kilku innych kanałów informacyjnych rozpowszechniających propagandę Kremla.

NBC News zasugerowało nawet, że propozycję przeprowadzenia cyberataków na Rosję otrzymał prezydent USA, Joe Biden. Biały Dom zaprzeczył jednak temu raportowi, choć patrząc na reakcję rzeczniczki amerykańskiego rządu na to pytanie, trudno nie odnieść wrażenia, że coś może być na rzeczy.

Prezydent Rosji Władimir Putin zagroził krajom, które mogą „pokusić się o interwencję", a sojusznicy Ukrainy, w tym Polska, są teraz w stanie wysokiej gotowości na możliwe cyberataki. Ostatnio ukraińskie strony rządowe borykały się z atakami DDoS - strony internetowe ukraińskiego parlamentu, Rady Ministrów i Ministerstwa Spraw Zagranicznych nie odpowiadały w wyniku tych działań, co dobrze pokazuje, że wojna nie ma tylko wymiaru militarnego, ale i cybernetyczny.

Na początku tego tygodnia kilka krajów Unii Europejskiej wysłało na Ukrainę zespoły ekspertów ds. bezpieczeństwa cybernetycznego, aby pomóc w radzeniu sobie z cyberzagrożeniami. Urzędnicy UE obawiają się, że ataki wymierzone w Ukrainę mogą narazić wschodnich członków UE i NATO w państwach bałtyckich na ryzyko cyberataków.

Według Chestera Wiśniewskiego, głównego naukowca w Sophos, organizacje w krajach otaczających Ukrainę powinny być przygotowane na wciągnięcie w konflikt w Internecie, nawet jeśli nie działają bezpośrednio na Ukrainie. 

- Z perspektywy globalnej powinniśmy oczekiwać, że szereg „patriotycznych" freelancerów w Rosji, przez co rozumiem przestępców korzystających z oprogramowania ransomware, autorów phishingu i operatorów botnetów, będzie atakować z jeszcze większą niż zwykle gorliwością cele postrzegane jako skierowane przeciwko Ojczyźnie - napisał Wiśniewski w poście na swoim blogu.