Felicity Ace przewoził prawie 4000 pojazdów Volkswagen Group z Niemiec do portu w Rhode Island. Niestety 16 lutego na jego pokładzie wybuchł pożar, w wyniku którego cała 22-osobowa załoga została ewakuowana, a pożar ostatecznie ugaszono 25 lutego.

Uszkodzenia statku były jednak tak duże, że nie zdołał dopłynąć do brzegu. Mimo, że był holowany przez jednostki ratownicze, nie wytrzymał naporu fal. Najpierw przechylił się o 45 stopni na prawą burtę, a następnie poszedł na dno.

Felicity Ace zabrał ze sobą w głębiny 189 Bentleyów, około 1100 samochodów Porsche i bliżej nieokreśloną liczbę Audi. Na statku znajdowały się również modele VW i Lamborghini, 2200 ton paliwa, 2200 ton oleju oraz materiały takie jak części metalowe, tworzywa sztuczne, przewody elektryczne i farba. Już teraz wiadomo, że jednostka zatonęła w bardzo głębokim miejscu.

Po zatonięciu na miejscu pracowały holowniki, które przy użyciu armatek wodnych rozpraszały niewielką plamę oleju pozostawioną przez tonący statek. W okolicy unosi się też trochę elementów oderwanych od wraku zanim poszedł on na dno.

Z klientami, którzy stracili pojazdy w tym wypadku, kontaktują się ich dealerzy. Angus Fitton, wiceprezes ds. PR w Porsche Cars North America, powiedział agencji Associated Press: „Już pracujemy nad wymianą każdego samochodu dotkniętego tym incydentem, a pierwsze nowe samochody zostaną wkrótce przekazane swoim właścicielom".

Nie wiadomo dokładnie, co spowodowało pożar, ale podejrzenia kierują się w stronę baterii litowej z jednego z pojazdów elektrycznych.