To, że Chris Rock i państwo Smith za sobą nie przepadają, wiadome jest od dawna, chociaż przyczyny nie są bliżej znane. W każdym razie Rock żartował z braku włosów Jady Pinkett Smith i porównywał ją do słynnej roli Demi Moore w filmie G.I. Jane, w którym to aktorka ogoliła się na przysłowiowe zero. Zakrzyknął nawet ze sceny, że chętnie zobaczyłby drugą część tego widowiska właśnie z panią Smith w roli głównej.

Żart Chrisa Rocka był delikatnie mówiąc niefortunny, ponieważ Jady Pinkett Smith od bardzo dawna walczyła z chorobą – łysieniem plackowatym. Próbowała terapii sterydowej, ale przed 50-tką uznała, że czas dać sobie spokój i zgoliła włosy.

Takie drwiny okazały się przekraczać próg wytrzymałości Willa Smitha. Krewki aktor wtargnął na scenę oscarowej gali i wymierzył sprawiedliwość. Żartowniś został ukarany ciosem w twarz, popularnie zwanym liściem.

Chris Rock chyba odczuł ten cios, bo skomentował szybko, że cios był mocny, ale użył nieco innego słowa. Z kolei Will Smith zalecił mu, żeby na przyszłość nie wymawiał imienia jego żony.

Całą sytuację możecie zobaczyć poniżej:

Co na to wszystko organizatorzy oscarowej gali? Ich komentarz był bardzo krótki i zawarł się w jednym zdaniu: Akademia nie akceptuje przemocy w żadnej postaci. 

 Być może reakcja była tak lakoniczna, ponieważ sprawa została załatwiona polubownie. Chris Rock nie złożył doniesienia na policji, a więc Will Smith nie poniesie kary za swój wyczyn, którego świadkami byli wszyscy zgromadzeni na gali oraz miliony widzów na całym świecie.

 Trzeba też przyznać, że poziom dowcipu używanego podczas gali oscarowej, bywa naprawdę żenujący. I z roku na rok, jest chyba coraz bardziej prymitywny.