Elon Musk jest w tej komfortowej sytuacji, że jest najbogatszą osobą na świecie. Dlatego też od słów do czynów może być u niego bardzo blisko. Ekscentryczny miliarder stał się właśnie właścicielem 9,2% udziałów w Twitterze, za które zapłacił około 2,89 miliarda dolarów. To spowodowało gwałtowny wzrost cen akcji tego serwisu społecznościowego.

Z opublikowanego informacji wynika, że 14 marca Musk nabył 73.486.938 akcji Twittera, co stanowi 9,2% pasywnego udziału w spółce, której jest obecnie największym udziałowcem i ma bardzo wiele do powiedzenia o jej losach. Na wieść o tym zakupie, akcje Twittera podrożały o ponad 25%.

Co ciekawe, wiadomość pojawia się około tydzień po tym, jak Musk opublikował na Twitterze ankietę, skierowaną do ponad 80 milionów obserwujących go ludzi, w której pytał wprost czy skoro wolność słowa jest niezbędna dla funkcjonującej demokracji, to czy uważają oni, że Twitter przestrzega tej zasady?

Jak sam dodawał w późniejszych wpisach: „konsekwencje tego sondażu będą ważne".

Dzień później Musk napisał na Twitterze, że nieprzestrzeganie przez Twitter zasad wolności słowa zasadniczo podważa demokrację. Zapytał też, czy potrzebna jest nowa platforma. Wtedy jeszcze nikt nie wiedział, że jego tweety pojawiły się po tym, jak Musk zdecydował się kupić udziały w serwisie.

Wydaje się, że większość obserwatorów sądziła, że miliarder mówi raczej o stworzeniu własnego serwisu społecznościowego niż bezpośrednim oddziaływaniu na Twittera.

Zresztą nic dziwnego, bo działania Elona Muska na tym polu są znane i już kilka razy próbował tworzyć własne media społecznościowe.

Musk ogłaszał już plany weryfikacji wiarygodności dziennikarzy i chciał wtedy stworzyć specjalny serwis noszący nazwę Pravda. To właśnie na niej ludzie mogliby oceniać artykuły z rozmaitych mediów oraz poczynania ich autorów, czyli w teorii eliminować treści niezgodne z prawdą, tendencyjne i niewiarygodne. Także wtedy Musk przeprowadził ankietę, pytając, czy taka strona internetowa to dobry pomysł i pozytywnie odpowiedziało 88,1% głosujących. Jednak Prawda nigdy się nie zmaterializowała.

Kolejnym pomysłem była firma medialna, produkująca treści satyryczne. Musk nazwał ją Thud! I określał z właściwą sobie skromnością „nowym międzygalaktycznym imperium medialnym". W pracę nad projektem zaangażowali się ludzie z The Onion i ostatecznie zdołali zbudować 13-osobowy zespół składający się z pisarzy, programistów i artystów. Thud miał ambitne plany, ale Musk się z niego wycofał, przestał finansować, a kiedy skończyły się pieniądze projekt upadł.

Zbudowanie firmy zajmującej się mediami społecznościowymi nie jest łatwym zadaniem. Musk z pewnością ma wystarczająco głębokie kieszenie, aby je sfinansować, ale platforma mediów społecznościowych to długoterminowa gra. Potrzebny jest też również zespół doświadczonych menedżerów produktu i inżynierów, aby stworzyć coś nowego i wystarczająco atrakcyjnego, aby ludzie porzucili Twittera, Facebooka czy Instagram. Oprócz tego konieczna jest pewna liczba wpływowych osób, które zarejestrują się na takiej platformie, aby ich fani i obserwatorzy zechcieli dołączyć do nich z własnymi kontami. Przejmując Twittera, a przynajmniej obejmując w nim rolę osoby decyzyjnej, Musk idzie na skróty i omija wszelkie przeciwności wymienione powyżej.