Słyszeliśmy już wiele historii z urządzeniami Apple ratującymi życie w rolach głównych i wystarczy tu wspomnieć kobietę, którą Alarmowe SOS uchroniło w 2019 roku przed gwałtem czy mężczyznę, który w ostatniej chwili uruchomił tę funkcję w swoim smartwatchu Apple Watch, kiedy załamał się pod nim lód na rzece. Teraz do grona takich szczęśliwców dołącza także pewien snowboardzista, który wpadł do lodowej szczeliny o głębokości 4,5 metra, ale na szczęście miał przy sobie iPhone’a.

Jak informuje LBC, mężczyzna nie mógłby liczyć na jakąkolwiek pomoc, gdyby nie funkcja Alarmowe SOS jego iPhone’a, bo zdecydował się na samotną jazdę na desce w Alpach Szwajcarskich na wysokości ok. 3000 metrów. Co warto podkreślić, nie mamy do czynienia z amatorem, bo 41-letni Brytyjczyk Tim Blakey jeździ na desce od 17 lat, więc z pewnością wiedział, co robi - niestety ukryta pod śniegiem szczelina okazała się bardzo zdradliwa.

Snowboarder wpadł do niej na głębokość 4,5 metra i mógłby spaść jeszcze niżej, ale spadając szczęśliwie wylądował na "moście" śnieżnym. Jakby tego było mało, bateria jego iPhone’a wskazywała tylko 3%, a ekran telefonu był cały mokry i pokryty śniegiem i lodem - w związku z tym zamiast próbować wybierać numer czy scrollować po liście kontaktów, zdecydował się skorzystać z funkcji Alarmowe SOS, którą można aktywować 5-krotnie wciskając przycisk zasilania. Ta natychmiast powiadamia lokalne służby, udostępniając im dane lokalizacyjne i wysyła wiadomości do wcześniej wskazanych osób.

Gdy nawiązujesz połączenie za pomocą funkcji SOS, telefon iPhone automatycznie łączy się z lokalnym numerem alarmowym. W niektórych krajach i regionach konieczne może być wybranie właściwych służb (...) Możesz też dodać kontakty alarmowe. Po zakończeniu połączenia alarmowego telefon iPhone powiadamia Twoje kontakty alarmowe, wysyłając do nich wiadomość SMS, chyba że wyłączysz tę opcję. Telefon iPhone przesyła do nich Twoje aktualne położenie i przez określony czas po uruchomieniu trybu SOS — wysyła im uaktualnienia w razie zmiany Twojej lokalizacji - czytamy w opisie tej opcji na stronie Apple.

System na szczęście zadziałał jak trzeba i chociaż Blakey czekał na pomoc 45 minut, to na miejscu w końcu pojawił się ratownik Michael Schwarzl, który otrzymał dane o położeniu Brytyjczyka i wezwał helikopter ratunkowy. Historia zakończyła się więc happy endem i po raz kolejny pokazuje, że nasze urządzenia mobilne potrafią uratować nam życie i warto wiedzieć, jak z nich korzystać w sytuacji zagrożenia.