Elon Musk jest największym udziałowcem Twittera dopiero od kilku tygodni, ale już czeka go pozew zbiorowy w sprawie obsługi inwestycji. Akcjonariusze Twittera złożyli pozew przeciwko Muskowi w związku z jego 11-dniowym opóźnieniem w oficjalnym ujawnieniu swojej inwestycji w SEC.

Zgodnie z prawem Musk był zobowiązany do złożenia dokumentów w SEC do 24 marca — 10 dni po tym, jak jego udział w Twitterze wzrósł do 5 procent — ale nie zrobił tego do 4 kwietnia. To opóźnienie może nie wydawać się szczególnie znaczące, ale mogło przynieść mu aż 156 milionów dolarów zysku. Zgodnie z pozwem, zyski te odbyły się kosztem innych akcjonariuszy.

Jak stwierdzono w pozwie, inwestorzy, którzy sprzedali akcje Twittera w okresie kiedy Musk powinien ujawnić swoje działania, nie mieli świadomości, że rynek zareaguje na jego zakup podwyżkami cen, a więc zostali przez to pokrzywdzeni, gdyż sprzedali akcje po sztucznie zaniżonych cenach.

Pozew pojawia się po kilku dość chaotycznych dniach dla Twittera i Muska. Ku przerażeniu niektórych pracowników, szef Tesli początkowo zgodził się dołączyć do rady dyrektorów tego serwisu społecznościowego, ale później nagle zmienił zdanie. W międzyczasie opublikował porcję przedziwnych tweedów, w których między innymi pytał swoich obserwujących, czy firma powinna zmienić nazwę, i spekulował, że usługa „umiera".

W e-mailu do pracowników dyrektor generalny Twittera, Parag Agrawal, zauważył, że jako członek zarządu Musk byłby „powiernikiem losów firmy i podobnie jak wszyscy członkowie zarządu musiałby działać w najlepszym interesie firmy i wszystkich jej akcjonariuszy. Dlatego najlepiej będzie, jeśli Musk ostatecznie nie obejmie tego stanowiska."